Choć losy zespołu War były dość zawiłe, a jego skład zmieniał się niezwykle regularnie, amerykańskiej grupie udało się na stałe zapisać na muzycznych kartach historii dzięki ponadczasowym hitom oraz wyjątkowemu połączeniu różnych gatunków muzycznych. Gdy raz usłyszycie tak oryginalny splot rocka, funku, bluesa i jazzu z latynoskim brzmieniem czy domieszką reggae, nie będziecie mogli się uwolnić!
Najlepsze utwory, jakie zespół wypuścił ze studia między 1971 a 1975 rokiem znalazły swoje specjalne miejsce na krążku pod - jakże trafnym - tytułem „The greatest hits” wydanym w 1976 roku. Wśród takich przebojów, jak „Cisco Kid” czy „Gypsy Man” znalazł się również zupełnie nowy utwór pt. „Summer”. Zajął on wysokie pozycje na listach przebojów, stając się kolejnym hitem. Jego obecność na kompilacji z najlepszymi utworami War jest zatem w pełni uzasadniona. Album otwiera kawałek, który w moim odczuciu idealnie oddaje wartości zespołu i realizowaną przez niego misję. W „All day music” członkowie zespołu przekonują bowiem, że muzyka, którą grają całymi dniami, ma jeden cel – ukoić duszę i umysł słuchacza. I choć skład zespołu dość dynamicznie zmieniał się na przestrzeni lat, wszyscy jego członkowie dążyli do tego, by za pomocą swoich głosów i granej muzyki szerzyć ducha braterstwa i harmonię. Swoją twórczość wykorzystywali również do tego, by sprzeciwiać się rasizmowi, wojnom gangów czy zbrodniom i promować nadzieję. Niezależnie więc od tego, jak optymistyczne w brzmieniu wydają się poszczególne utwory, zwykle mówią one o konfliktach – głównie rasowych – czy wskazują na nierówności społeczne. Dotyczy to również utworów, które znalazły się na krążku „The greatest hits”.
Weźmy na przykład popularny utwór „Why can’t we be friends”. Jest to kawałek o niezwykle prostej strukturze i z konkretnym, wyraźnym przekazem – nie osądzajmy innych na podstawie tego, co nas różni. „Dopóki żyjemy w harmonii, nie ma dla mnie znaczenia kolor twojej skóry” słyszymy w jednej ze zwrotek. Po każdej z nich następuje refren, którym jest kilkukrotnie powtarzana tytułowa fraza. W sumie pytanie o to, co stoi na przeszkodzie, byśmy wszyscy byli dla siebie przyjaciółki pada w ciągu niespełna 4 minut ponad 40 razy. Tak jasny i mocny przekaz był zapewne powodem, dla którego utwór trafił do…przestrzeni kosmicznej! Amerykańscy astronauci wybrali go jako tło dla pierwszego łączonego radziecko - amerykańskiego lotu w kosmos w ramach projektu Apollo-Sojuz w 1975 roku. W czasach trwającej wtedy zimnej wojny było to trochę, jak puszczenie „partnerom” oczka. Potrzebę wzajemnego zrozumienia, wsparcia i przyjaźni muzycy podkreślali również w utworze „The world is a ghetto”, w którym przekonują, że świat jest „wyzwaniem” dla każdego – niezależnie od pozycji w społeczeństwie, narodowości czy wyznania. Każdy z nas zmaga się z trudnościami, a od nas samych i od naszego zaangażowania zależy, czy stawimy im czoła i odniesiemy sukces czy nie. Uwagę przykuwa tu ciekawa warstwa muzyczna – funkowe brzmienie zaakcentowane jest bowiem silnym saksofonem, który nadaje całości wyrazistości oraz subtelną harmoniką ustną, która podkreśla refleksyjny charakter numeru. Niezwykle ciekawe muzycznie są również inne utwory na płycie. Uwagę zwraca na siebie m.in. „Slippin into darkness” – wyjątkowy bluesowy popis o delikatnie jamajskim obliczu, z motywem dobrze znanym z utworu Boba Marley’a „Get up, stand up”. Obojętnie nie da się przejść także obok piosenki „Summer”, która wyróżnia się na tle pozostałych utworów lekkością (zasługa delikatnego pianina) oraz latynoamerykańskim charakterem, którego nadaje jej dźwięk guiro – instrumentu perkusyjnego wykonanego z tykwy. W dobry nastrój wprowadza również niezwykle pozytywny utwór „Low rider”, w którym muzycy przedstawiają typową dla słonecznych ulic Kalifornii kulturę „lowrider”, zrzeszającą fanów aut o niskim zawieszeniu, ze specjalnie zmodyfikowanym systemem hydraulicznym pozwalającym na charakterystyczne podskakiwanie pojazdu.
Justyna Miniza @33RPMblog