42 minuty, które zamknęły epokę. Swój ostatni koncert The Beatles zagrali na dachu

0
42 minuty, które zamknęły epokę. Rooftop Concert – ostatni koncert The Beatles

 

 

30 stycznia 1969 roku. Jest po godzinie 12:30. Czwórka mężczyzn w długich włosach i ciemnych kurtkach wychodzi na dach budynku przy Savile Row 3 w londyńskim centrum biznesowym. Jest zimno, wieje ostry wiatr, a oni grają kolejne piosenki. Nikt wtedy nie wiedział – ani oni, ani ludzie, którzy za chwilę staną w oknach i na ulicach – że będzie to ostatni publiczny koncert The Beatles.

 

 

 

Vinyl Tamka: The Beatles na winylu

 

 

 

Spektakularny, a jednocześnie kameralny koncert na dachu

The Beatles od 1966 roku nie grali koncertów – ich ostatni oficjalny koncert w ramach trasy odbył się 29 sierpnia 1966 roku w Candlestick Park w San Francisco. Potem zespół zrezygnował z występów na żywo i skupił się na studyjnych eksperymentach. W pewnym momencie pojawił się pomysł powrotu na scenę.

Rozważano scenariusze spektakularne: amfiteatr w Tunezji, piramidy w Gizie, statek wycieczkowy QE2, a nawet Saharę.Pod uwagę brano też londyńskie Palladium i Roundhouse. A napięcia w grupie rosło – George Harrison w połowie stycznia wyszedł z prób, mówiąc, że ma dość. Wróci, ale pod warunkiem: zespół przeniesie się z Twickenham Studios do ich własnego budynku Apple Corps przy Savile Row.

I wtedy ktoś – prawdopodobnie inżynier dźwięku Glyn Johns – wpadł na pomysł: zagrajcie na dachu.

Jeszcze tego samego dnia, 30 stycznia, tuż przed wyjściem na chłodne londyńskie powietrze, zespół był pełen wątpliwości. George nie chciał grać. Ringo pytał, po co to wszystko. Cisza. Aż w końcu John Lennon powiedział: "Fuck it – let's do it".

Tak Beatlesi wrócili do korzeni – bez efektów, bez fajerwerków, a jednak spektakularnie.

Tylko oni i muzyka.

 

Czytaj także: Powstają cztery filmy o The Beatles. Co o nich wiemy?

 

Londyn się zatrzymuje

O 12:30 The Beatles wraz z klawiszowcem Billym Prestonem wychodzą na dach. Pięć kamer na samej górze, jedna ukryta w recepcji, jedna na szczycie budynku naprzeciwko (bez pozwolenia!), dwie na ulicy. Wszystko po to, żeby nie stracić ani minuty z tego historycznego wydarzania, a przy okazji uchwycić reakcję przechodniów.

Nie trzeba długo czekać.

Ludzie w biurach otworają okna. Sekretarki wystawiają głowy z wyższych pięter. Kierowcy zatrzymują samochody. W ciągu kilku minut ulice wokół Savile Row zapełniają kolejni widzowie – pracownicy biurowi, przechodnie, ciekawscy. Wielu wspina się na dachy sąsiednich budynków, żeby lepiej widzieć i słyszeć.

"Get Back", "Don't Let Me Down", "I've Got a Feeling", "One After 909", "Dig a Pony" – The Beatles grają piosenki, które dopiero co skończyli nagrywać. Niektóre w kilku wersjach, bo koncert jest jednocześnie sesją nagraniową.

Jednak nie wszyscy są zachwyceni.

 

Vinyl Tamka: kupujemy i sprzedajemy winyle

 

Policja przerywa, a John żartuje

Stanley Davis, dyrektor firmy z sąsiedniego budynku, naprawdę się wściekł. Żąda, żeby "ten cholerny hałas się skończył". Paul McCartney odpowiada mu, śpiewając „Don't Let Me Down".

W ciągu kilku minut policja otrzymała 30 skarg na hałas. Dwóch młodych funkcjonariuszy – Ray Dagg (19 lat) i Ray Shayler – zjawiają się przy Apple Corps. Pracownicy próbują ich zatrzymać w recepcji, ale w końcu muszą ich wpuścić. Gdy policjanci docierają na samą górę, zespół gra już trzecią wersję „Get Back".

Paul McCartney zaczyna improwizować słowa: "You've been playing on the roofs again, and you know your Momma doesn't like it, she's gonna have you arrested!" (pol. "Znowu bawiłeś się na dachach i wiesz, że twojej mamie się to nie podoba, każe cię aresztować!")

Ringo Starr jest zachwycony: "Myślałem, że to będzie świetne. The Beatles wywożeni przez policję. Żal, że tak się nie stało".

Ale zamiast aresztowania był tylko grzeczny komunikat: "Niestety, musicie ściszyć". Mal Evans, menedżer i kierownik trasy koncertowej, najwyraźniej przestraszony policyjną interwencją, wyłącza wzmacniacz George'a Harrisona. Jednak ten nie zamierza kończyć. Włącza go ponownie. Zespół gra jeszcze jedną, ostatnią wersję "Get Back".

Gdy ostatnie dźwięki zamykają show, Maureen Starkey – żona Ringo – zaczyna klaskać. Paul, słysząc jej okrzyki, podchodzi do mikrofonu i mówi: "Thanks, Mo".

Wtedy John Lennon wypowiada słowa, które przechodzą do historii:

"I'd like to say thank you on behalf of the group and ourselves, and I hope we've passed the audition"

(pol. "Chciałbym podziękować w imieniu zespołu i nas samych, mam nadzieję, że przeszliśmy przesłuchanie").

Czytaj także: The Beatles: niezwykła historia, początki i albumy

 

Koniec epoki

42 minuty. Pięć piosenek. Ostatni raz, gdy The Beatles zagrali razem publicznie.

Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że to koniec. Zespół nagrał jeszcze "Abbey Road", a oficjalnie rozpadł się 10 kwietnia 1970 roku, gdy Paul McCartney ogłosił odejście (John Lennon odszedł już we wrześniu 1969).

Film "Let It Be" – którego zwieńczeniem był koncert na dachu – wszedł na ekrany w maju 1970 roku. Dopiero wtedy cały świat zrozumiał, co oglądał i czego był świadkiem: było to pożegnanie.

Ray Dagg, policjant, który "zamknął" The Beatles, powiedział lata później: "Gdybym wiedział, że to ich ostatni koncert, nigdy bym tam nie poszedł. Ale jeśli ludzie mnie za to pamiętają – mogło być gorzej".

A ludzie pamiętają. Rooftop Concert stał się legendą – nie tylko jako ostatni występ The Beatles, ale jako jeden z najbardziej ikonicznych momentów w historii rocka, obok Woodstock czy Festiwal w Monterey.

"Let It Be" – album-testament na winylu

Nagrania z dachu trafiły na płytę "Let It Be" – dwunasty i ostatni studyjny album The Beatles. Ukazał się 8 maja 1970 roku, miesiąc po ogłoszeniu rozwiązania zespołu. Trzy utwory z Rooftop Concert znalazły się na albumie: "I've Got a Feeling", "One After 909" i "Dig a Pony". "Get Back" – choć słychać na nim dźwięki z dachu – pochodzi z wcześniejszej sesji studyjnej.

Dziś "Let It Be" to nie tylko album. To dokument końca ery, świadectwo zespołu, który chciał wrócić do prostoty – i którego ten powrót przytłoczył. W 2021 roku Peter Jackson zmontował z oryginalnych taśm dokumentalny serial "The Beatles: Get Back", który pokazał pełną wersję koncertu na dachu.

     The Beatles Let it be LP 1970 Sweden Apple Records

Chcesz poczuć magię tego dnia? Niezwykłych wrażeń dostarczy właśnie wersja na winylu. "Let It Be" brzmi surowo, bez studyjnej perfekcji – dokładnie tak, jak The Beatles chcieli zabrzmieć 30 stycznia 1969 roku, na dachu. W zimnym londyńskim wietrze.

Czasem zamknięcie epoki odbywa się właśnie tak. Czterech facetów gra na dachu. A potem już nigdy więcej tego nie powtarzają.

 

 

Tekst: Alicja Cembrowska

Zdjęcie: Materiały prasowe - Ethan A. Russel Apple Corps Ltd/ Materiały prasowe

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl