Listopad 1974, Düsseldorf. Czterech mężczyzn w garniturach wydaje płytę, której pierwsza strona to jeden utwór. Trwa dwadzieścia dwie minuty i opowiada o jeździe autostradą. Brzmi jak żart? Być może, ale tak rodzi się historia. Pół roku później album jest na piątym miejscu listy Billboard Top LPs & Tapes. „Autobahn” Kraftwerk to moment, w którym muzyka elektroniczna przestała być eksperymentem i wyszła z laboratorium.
Czytaj także: Italo-disco na taras: 8 winyli, które pachną latami 80.
Dlaczego muzyka elektroniczna brzmi dobrze na winylu?
Elektronika lat 70. i 80. to muzyka analogowych obwodów, i w tym cała rzecz. Oscylatory Mooga, filtry, echo taśmowe – wszystko to generuje sygnał ciągły, nie próbki. Kiedy słuchasz „Autobahn” z winyla, słyszysz syntezator tak, jak słyszał go Ralf Hütter w studiu Conny’ego Planka pod Kolonią, gdzie nagrano większość albumu.
Do tego dochodzi dynamika. Wiele reedycji elektroniki na CD z lat 90. jest skompresowanych „pod radio”. Winyl, z natury nośnika, tej kompresji nie lubi – więc dobre tłoczenia zachowują oddech między basem a hi-hatem. Dla techno i house to różnica między ścianą a przestrzenią.
I jeszcze jeden, mniej techniczny, aspekt. Elektronika to muzyka okładek, dizajnu i koncepcji. Oczywiście muzyka jest najważniejsza, ale nie da się przejść obojętnie obok projektów, które tę muzykę wizualizują.
Które płyty z muzyką elektroniczną warto mieć na winylu?
Oto 10 propozycji, które układają się w historię gatunku.
Kraftwerk – „Autobahn"
Początek wszystkiego i to dosłownie przez przypadek. Zespół nagrywał w studiu Conny'ego Planka pod Kolonią, a 22-minutowy utwór tytułowy miał oddawać monotonny i hipnotyczny stan podczas jazdy niemiecką autostradą. Nikt nie spodziewał się hitu – a jednak! Skrócona wersja trafiła na amerykańskie listy przebojów, a sam album dotarł do 5. miejsca listy Billboard Top LPs, co jak na niemiecki zespół grający wyłącznie na syntezatorach było wtedy niewyobrażalne.
Kraftwerk – „The Man-Machine"
„The Model", „The Robots" i okładka, która zdefiniowała estetykę całego gatunku – czerwień, czerń, biel i cztery twarze zespołu namalowane na wzór radzieckich konstruktywistów (inspired by El Lissitzky). To tutaj Kraftwerk ostatecznie porzucili wizerunek eksperymentatorów na rzecz w pełni świadomego, futurystycznego projektu wizualnego i dźwiękowego jednocześnie. Czerwony winyl domyka ten koncept, bo to płyta, która zawsze miała być też obiektem.
Brian Eno – „Discreet Music"
Historia powstania tej płyty jest równie ważna, co sama muzyka. Na początku 1975 roku Eno trafił do szpitala po wypadku samochodowym. Odwiedzająca go przyjaciółka przyniosła płytę z osiemnastowieczną muzyką na harfę. Głośnik był jednak ustawiony zbyt cicho, a Eno, unieruchomiony, nie miał siły wstać i podkręcić głośności. Leżał więc i słuchał ledwo słyszalnej muzyki, zlewającej się z dźwiękiem deszczu za oknem. Tak narodził się pomysł na ambient – muzykę, która, jak sam mówił, ma być „tak samo ignorowalna, jak interesująca".
Brian Eno, Daniel Lanois, Roger Eno – „Apollo: Atmospheres and Soundtracks"
Album powstał jako ścieżka dźwiękowa do dokumentu o misjach Apollo, stąd nastrojowe, kosmiczne brzmienie, które dziś kojarzy się właściwie z każdym filmem o przestrzeni kosmicznej. Album zawiera też „An Ending (Ascent)" – utwór wykorzystany później m.in. w reklamach i filmach. Prawdopodobnie najczęściej sampowany fragment ambientu w historii muzyki elektronicznej.
D.A.F. – „Deutsch Amerikanische Freundschaft"
Duet z Düsseldorfu, który wymyślił niemiecki EBM na długo przed tym, zanim ktokolwiek wpadł na ten skrót – surowe automaty perkusyjne, warczący bas syntezatora i baryton Gabiego Delgado śpiewającego prawie krzykiem. To muzyka, która brzmi dość agresywnie i surowo w porównaniu do innych propozycji z naszego zestawienia – elektronika jako coś fizycznego, nie tylko technicznego.
Front 242 – „Official Version"
Belgowie, którzy jako jedni z pierwszych połączyli industrial z tym, co dekadę później stanie się techno i EBM na masową skalę. „Official Version" to płyta, która brzmi jak zapowiedź klubowej energii lat 90., zanim jeszcze ta scena w ogóle powstała.
Einstürzende Neubauten – „80–83 Strategien Gegen Architekturen"
Zespół z Berlina, który udowodnił, że elektronika nie musi mieć nic wspólnego z syntezatorami. Zamiast klawiszy – młoty pneumatyczne, wiertarki, kawałki blachy i metalowego złomu, przerabiane na instrumenty perkusyjne. To muzyka zbudowana dosłownie z ruin miasta podzielonego murem – brutalna, industrialna, wciąż brzmiąca jak z innej planety.
Björk – „Debut"
Tytuł jest trochę mylący, bo to wcale nie był debiut Björk (w wieku 11 lat wydała w Islandii album pod własnym imieniem), tylko pierwsza płyta po rozpadzie zespołu The Sugarcubes. „Human Behaviour" napisała jeszcze jako nastolatka, ale uznała, że nie pasuje do brzmienia jej ówczesnego zespołu – i miała rację, bo to właśnie ten utwór otworzył jej solową karierę i zdefiniował styl na następne trzy dekady.
Leftfield – „Leftism"
Album, który podobno dosłownie testował wytrzymałość klubowych systemów nagłośnieniowych – niskie częstotliwości w „Afro-Left" i „Song of Life" były tak potężne, że część klubów musiała ograniczać głośność podczas jego odtwarzania. Brytyjski progresywny house w oryginalnym tłoczeniu to dziś liga kolekcjonerska.
Daft Punk – „Homework"
Koniec listy i początek nowej ery – album nagrany w całości w domowym mieszkaniu Bangaltera, stąd tytuł. Wydany 20 stycznia 1997 roku, sprzedał się w ponad dwóch milionach egzemplarzy do 2001 roku, a „Da Funk" i „Around the World" trafiły na szczyt amerykańskiej listy klubowej. Francuski duet w bluzach z kapturami zmienił wtedy oblicze house'u na dekadę do przodu.
Co łączy Kraftwerk i Daft Punk? Dom! Kraftwerk nagrywali w Kling Klang, własnym studiu w Düsseldorfie. Daft Punk nazwali swoją pierwszą płytę „Homework”, bo zrobili ją w domu. Tanio, szybko i spontanicznie.
Między „Autobahn” a „Homework” jest ćwierć wieku i ta sama idea: dwóch (albo czterech) ludzi, maszyny i przekonanie, że z maszyn da się wydobyć emocję. I nie trzeba do tego studia. Hütter opowiadał, że skrócenie 22-minutowego „Autobahn” do trzyipółminutowego singla było łatwe, bo utwór był „luźno skonstruowany”. Daft Punk zrobili to samo z house’em: wzięli luźną strukturę klubową i ubrali ją w hit.
Od Düsseldorfu przez Berlin i Brukselę po Paryż. Dwadzieścia trzy lata i cała mapa Europy.
Vinyl Tamka: kategoria Elektronika
Na co uważać, kupując elektronikę na winylu?
Na trzy rzeczy. Po pierwsze: zamknięte folie. „Sealed” brzmi bezpiecznie, ale japońskie czy koreańskie tłoczenia z lat 90. mogą mieć zwichrowany winyl mimo nienaruszonej folii. Pytaj o możliwość sprawdzenia. Tym bardziej że elektronika to muzyka uwielbiana w klubach, więc nie zawsze zachowana jest w donym stanie.
Po drugie, 12-calowe maxi-single. Klubowa elektronika żyła z dwunastek na 45 obrotów. To często najlepiej brzmiące wydania w całej dyskografii, ale krótsze, niż się spodziewasz. U nas dwunastki zaczynają się od 76 zł (Die Krupps) i 90 zł (Cabaret Voltaire).
Po trzecie, remastery. Reedycje Kraftwerk z 2009 roku są remasterowane pod nadzorem zespołu i brzmią czyściej niż oryginały. W przypadku Kraftwerk to komplement. W przypadku wielu innych remasterów – niekoniecznie.
Szukasz elektroniki na winylu? Zajrzyj do kategorii Elektronika
Napisz do nas albo wpadnij na Chmielną 20, jeżeli masz pytania!
Tekst: Alicja Cembrowska
Zdjęcie: Unsplash/Dima Kosh