5 płyt Milesa Davisa, które zmieniły jazz, a są mniej znane niż "Kind of Blue"

0
Miles

Miles Davis lubił sięgnąć po malarski pędzel. "Maluję muzykę, która jeszcze nie istnieje" – mówił i prezentował chaos na płótnie. W latach 80. niektóre jego płyty miały okładki zaprojektowane przez niego samego. Kolekcjonerzy byli gotowi płacić tysiące dolarów za jego abstrakcje. Ale Miles nie traktował malarstwa jak hobby. "To to samo co muzyka – improwizacja. Kładę kolor i patrzę, co się stanie." 26 maja 1926 roku w Illinois urodził się Miles Davis. Gdyby żył, kończyłby dziś 100 lat. Malarz, który grał na trąbce. Albo trębacz, który malował dźwięki. Wizjoner, rewolucjonista, człowiek, który zmienił jazz kilka razy – i za każdym razem wszyscy musieli nadążyć.

 

Odkryj kolekcję płyt Milesa Davisa w Vinyl Tamka

 

Wszyscy znają "Kind of Blue" (1959)  płytę, która zapoczątkowała erę jazzu modalnego. To jedna z najbardziej znanych płyt świata i najlepiej sprzedający się album jazzowy w historii. Jednak Miles Davis to nie tylko modal jazz i "So What". To 50 lat muzyki, setki nagrań, kilka rewolucji gatunkowych.

 

W setną rocznicę urodzin legendarnego trębacza, przedstawiamy pięć płyt Milesa Davisa, które zasługują na znacznie więcej uwagi niż dostają.

 

"Walkin'" (1954) – początek hard-bopu, chociaż nikt go jeszcze wtedy nie nazwał

     Miles Davis All Stars Walkin' LP USA 1959 Prestige

Miles ma 28 lat. Bebop – szybki, chaotyczny jazz Charliego Parkera – zaczyna się starzeć. Amerykański trębacz nagrywa "Walkin'" – tytułowy utwór trwa prawie 14 minut. To nie jest bebop. To coś wolniejszego, bardziej bluesowego i rytmicznego.

Hard bop jeszcze nie został nazwany, a Miles już go gra. Trąbka brzmi ciepło, spokojnie, nieśpiesznie. Można odnieść wrażenie, że muzyk raczej snuje opowieść, niż popisuje się umiejętnościami.

Album "Walkin'" zmienił myślenie o jazzowym solo. Nie musisz grać tysiąca nut na minutę. Czasami jedna nuta, zagrana w odpowiednim momencie, mówi więcej.

 

W 1944 roku 18-letni Miles Davis dostaje się do Juilliard School w Nowym Jorku – najlepszej szkoły muzycznej w Stanach Zjednoczonych. Rodzice są dumni. Ale Miles chodzi na zajęcia przez trzy miesiące, a potem zaczyna wagarować. Gdzie ucieka? Do klubu Minton's Playhouse na Harlemie, żeby słuchać Charliego Parkera i Dizzy'ego Gillespiego. Rok później rzuca Juilliard. "Nie uczyli mnie tego, czego potrzebowałem" – mówił później. Potrzebował ulicy, nie sal wykładowych. 

 

"Sketches of Spain" (1960) – Gil Evans i hiszpańskie serce

    Miles Davis Sketches Of Spain LP 1969 Japan CBS / Sony

Jest rok po "Kind of Blue". Miles nagrywa "Sketches of Spain" z Gilem Evansem – aranżerem orkiestrowym, z którym współpracował już przy "Miles Ahead" (1957) i "Porgy and Bess" (1959). Evans był mistrzem orkiestracji – potrafił solową trąbkę Milesa otoczyć smyczkami, instrumentami dętymi i perkusją w ten sposób, że brzmiały, jakby były dla siebie stworzone.

Tym razem Evans sięgnął po hiszpańską muzykę klasyczną i flamenco. Joaquín Rodrigo – hiszpański kompozytor "Concierto de Aranjuez". Andaluzja – gitara flamenco, palmas (rytmiczne klaskanie, które jest perkusją flamenco), duende – ta nieprzetłumaczalna emocja, którą poeta García Lorca opisał jako "czarną duszę" flamenco, moment gdy artysta traci kontrolę i muzyka gra nim. Jazz – improwizacja Milesa. Gil Evans zmieszał to wszystko w jedno.

 

"Concierto de Aranjuez" – adaptacja klasycznego koncertu Joaquína Rodrigo – trwa 16 minut. Miles gra z orkiestrą. Trąbka brzmi jak wokal – łamie się, płacze, krzyczy. To już nawet nie jest cool jazz. To żar.

Miles, kolejny zresztą raz, pokazał, że jazz może wchłonąć cokolwiek – klasykę, flamenco, tradycje narodowe. I nie stracić duszy. "Sketches of Spain" to dowód, że jazz to nie gatunek. To sposób myślenia o muzyce.

 

Miles Davis trenował boks. W latach 50. chodził na siłownię, walczył na sparingach, szybkość i refleks miał jak zawodowiec. "Boks jest jak jazz. Musisz wiedzieć, kiedy uderzyć, a kiedy się wycofać" – mówił. W 1959 roku pobił się z policjantem przed klubem Birdland. Stał przed wejściem w przerwie koncertu, palił papierosa. Policjant kazał mu się ruszyć. Miles powiedział "Gram tu, mam prawo stać". Policjant uderzył go pałką. Miles odpowiedział pięścią. Skończyło się aresztem.

 

"Bitches Brew" (1970) – 94 minuty kontrolowanego chaosu

    Miles Davis ‎Bitches Brew 2 LP 1974 Japan CBS Sony SQ Quadraphonic

Jest 1969 rok. Miles ma 43 lata. Woodstock właśnie się skończył. Hendrix, Cream, Sly Stone – rock elektryczny rządzi światem. Milesczujnie obserwuje, co się dzieje i postanawia: "Dobra, jazzujemy rock".

"Bitches Brew" to album, którego jazzowi puryści, mówiąc delikatnie, raczej nie lubią. To 94-minutowa sesja improwizacji z elektrycznymi pianinami, basami, perkusją, gitarami. Próżno szukać tu standardowej struktury. Są za to groove i chaos kontrolowany przez Milesa. I atmosfera jakiejś dziwności, która mimo wszystko intryguje.

Młodzi to pokochali. Sprzedało się milion egzemplarzy. Jazz fusion narodził się tej nocy. Miles znowu zmienił jazz. Tym razem na zawsze. Po "Bitches Brew" nie było odwrotu – jazz mógł być elektryczny, rockowy, głośny, psychodeliczny. Wszystko było możliwe.

 

"Quiet Nights" (1963) – bossa nova, której nie pokochano

      Miles Davis Quiet Nights Lp 1974 Japan CBS/Sony

W 1963 roku bossa nova jest na topie – Stan Getz i João Gilberto nagrali "The Girl from Ipanema".

Miles nagrywa "Quiet Nights" z Gilem Evansem. Jednak nie jest to typowa, komercyjna i ciepła bossa. To smutna, melancholijna, prawie żałobna muzyka. "Corcovado" brzmi jak wspomnienie czegoś, co nigdy się nie wydarzyło.

Płyta przez wielu uznana za porażkę. Ale dziś brzmi pięknie. Może to ten rodzaj muzyki, który musi poczekać na "swój czas"? Z jednej strony to album, który nie zadziałał, nie zapisał się w historii, ale z drugiej – pokazuje, że Miles nie naginał się do trendów. Nawet pod presją wytwórni robił materiał po swojemu. Jego bossa nova jest dzięki temu wyjątkowa.

 

Miles Davis jeździł Ferrari. Zmieniał kolory samochodu co kilka miesięcy. "Jeśli gram jazz, to mogę jeździć czym chcę" – mówił dziennikarzom, którzy pytali, skąd jazzman ma pieniądze na Ferrari. W 1972 złamał obie nogi w wypadku samochodowym – Lamborghini, nie Ferrari tym razem. Przez rok grał na wózku inwalidzkim. Ale grał dalej. Miles nigdy się nie zatrzymywał. 

 

"Miles in Berlin" (1965) – kwintet, który zmienił live jazz

 Miles Davis in Berlin

25 września 1964, nowo otwarta Filharmonia Berlińska, Berlin Zachodni. Drugi wielki kwintet Milesa Davisa: Herbie Hancock (fortepian), Wayne Shorter (saksofon tenorowy), Ron Carter (kontarabas), Tony Williams (perkusja). "Miles in Berlin" to pierwszy album nagrany przez legendarną formację prowadzoną przez amerykańskiego trębacza w latach 1964-1968.

"Milestones", "Autumn Leaves", "So What" – klasyki, które wszyscy znają. Jednak na żywo brzmią inaczej. Szybciej. Wolniej. Bardziej ryzykownie. Tony Williams ma 19 lat i gra jakby chciał rozsadzić perkusję. Herbie Hancock improwizuje tak swobodnie, że czasami trudno powiedzieć, gdzie jest pierwsze uderzenie taktu.

"Miles in Berlin" to live jazz w najczystszej formie – pięciu wirtuozów, zero ściemy, zero powtórek. Każda nuta to ryzyko. Ryzyko, które się opłaca.

 

W 1956 roku jazzman stracił głos. Po operacji polipów na strunach głosowych lekarz kazał mu milczeć przez dwa tygodnie. Miles wytrzymał jeden dzień, potem wrzasnął na kogoś w studiu. Struny głosowe pękły na stałe. Od tego momentu muzyk mówił szeptem i miał chrypka, która brzmiała jak papier ścierny. Zmieniło to również sposób, w jaki grał na trąbce – zaczął grać ciszej, bardziej oszczędnie. "Mniej znaczy więcej" – w tym przypadko nie była to filozofia, a konieczność. 

 

 

A jeżeli macie ochotę na coś naprawdę wystrzelonego, to jako bonus, polecamy "Doo-Bop" – ostatnią płytę Milesa Davisa, która została wydana pośmiertnie w 1992 roku.

"Doo-Bop" jest testamentem jednego z największych innowatorów w historii muzyki, który do końca poszukiwał nowych dźwięków. To płyta, która pokazuje, że Miles do końca życia był ciekawski, a jazz nie musi być zamknięty w historycznych ramach – może ewoluować i łączyć się z nowymi gatunkami. W tym przypadku... Z hip-hopem! Prawdziwa perełka.

Przeczytaj nasz artykuł: Jak Miles Davis został hip-hopowcem...

 

 

Tekst: Alicja Cembrowska

Zdjęcie: Wikipedia

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl