Japońskie płyty winylowe – na czym polega ich fenomen?

0
Japońskie płyty winylowe – na czym polega ich fenomen?

Japońskie płyty winylowe – dlaczego są tak poszukiwane? W czym tkwi ich sekret? Czy naprawdę grają lepiej od wydań europejskich i amerykańskich? Co to są red waxy i czym charakteryzuje się japoński mastering? O detale technologiczne i estetyczne, ale i niuanse muzyczne zapytałam Piotra Kaczmarka, który lata temu pierwszy raz usłyszał brzmienie japońskiego winyla i tłumaczy, na czym polega fenomen tych wydań. 

 Z tego wywiadu dowiesz się:

  • Dlaczego japońskie wydania kosztują więcej
  • Na czym polega fenomen japońskich winyli
  • Jakie są różnice między wydaniami amerykańskimi, japońskimi i europejskimi
  • Jak brzmią japońskie płyty i dlaczego mają więcej wysokich tonów
  • Czym jest mastering "gorący" i "chłodny"
  • Jaki wpływ na produkcję i sposób obchodzenia się z winylami ma kultura japońska
  • Czy warto kupować japońską płytę za 20-30 zł 
  • Czym są brązowe plamki na niektórych japońskich wydaniach
  • Czym jest dziewiczy winyl, którego używa się do produkcji japońskich winyli
  • Różnica między czystym PVC a winylem z recyklingu
  • Dlaczego japońskie płyty uważane są za "ciche"
  • Co to znaczy "dobry mastering"?
  • Jakie są najbardziej znane japońskie wytwórnie 
  • Czym są japońskie red waxy i czym się różnią od współczesnych kolorowych winyli
  • Dlaczego współczesne winyle grają inaczej niż te z epoki
  • Które gatunki najwięcej zyskują na wydaniach japońskich
  • Perfekcja japońskich okładek, czyli czym jest obi i jakie technologie stosowali Japończycy, by osiągnąć niezwykłe efekty wizualne
  • Wydania audiofilskie tłoczone w Japonii (kiedy warto w nie inwestować)

 

Wywiad z Piotrem Kaczmarkiem  kolekcjonerem i ekspertem od japońskich płyt winylowych ze sklepu Vinyl Tamka

 

Japońskie wydania płyt winylowych od lat budzą fascynację kolekcjonerów na całym świecie. Jednak osoby, które dopiero zaczynają przygodę z winylowym nośnikiem, często zastanawiają się, czy japońskie płyty są rzeczywiście lepsze od amerykańskich i europejskich wydań. Dlaczego za japońskie tłoczenia musimy zapłacić więcej? Co to właściwie oznacza, że japońskie wydania brzmią inaczej? Inaczej, czyli jak? 

Te i inne pytania zadałam Piotrowi, doświadczonemu kolekcjonerowi, który od lat zawodowo zajmuje się płytami winylowymi, a także służy radą w sklepie Vinyl Tamka. Piotr specjalizuje się w muzyce klasycznej, jazzie, a szczególnie w japońskich wydaniach.

 

Alicja Cembrowska: Pierwszą płytę Iron Maiden na winylu można kupić za około 100 zł. Nową i zafoliowaną. Jej pierwsze wydanie japońskie to nawet siedmiokrotność tej kwoty. Dla osób, które dopiero wkraczają w winylowy świat, takie różnice mogą być niezrozumiałe. Naprawdę wydanie ma aż takie znaczenie?

Piotr Kaczmarek: Na pewno nie dla każdego. Moja przygoda z płytami zaczęła się na początku lat 80. Miałem 11 lat i ograniczony dostęp do winyli, dlatego słuchałem z reguły polskich tłoczeń. Dopiero po dwudziestu latach, gdy winyle wróciły do łask, zacząłem budować kolekcję i lepiej rozumieć, o co tu chodzi. Nagle miałem okazję zapoznać się z różnymi wydaniami, lepszymi i gorszymi. Zacząłem szukać najlepszych, żeby mieć to, co zapewnia mi najbardziej satysfakcjonujące doświadczanie muzyki. W latach 80. taki pomysł byłby abstrakcją, korzystało się z tego, co było.

Istotnym elementem mojej historii winylowej i obecności w niej wydań japońskich jest poznanie specjalisty od winyli japońskich – pana Mieczysława Stocha, z którym przez długi czas współpracowałem oraz jego przyjaciela Makoto Watanabe. To oni otworzyli mi oczy na japońskie winyle. Słuchając wydań europejskich i japońskich przy swojej percepcji i moim średniej jakości sprzęcie, byłem w stanie tę różnicę dostrzec.

Pamiętasz pierwsze wrażenie, kiedy usłyszałeś japońskie wydanie? Był "efekt wow"?

"Wow" było podwójne. Pierwsza kwestia – to niesamowite, jak może wyglądać japońska płyta, która ma 40-50 lat. Drugie "wow" pojawiło się, gdy płyta znalazła się na gramofonie i zaczęła grać. Wydawało mi się niemożliwe, żeby z nieumytej płyty winylowej sprzed pół wieku mógł pochodzić taki dźwięk.

Paradoksalnie wzbudziło to mój niepokój, bo przecież mogłoby się wydawać, że czy to amerykańskie, czy europejskie wydania, powinny brzmieć tak samo. Nie wgłębiałem się wtedy w szczegóły techniczne, nie jestem specjalistą od technologii i inżynierii dźwięku, ale ufałem swoim uszom. Słyszałem inną muzykę. I z tego, co później się dowiedziałem, wiele osób również tę różnicę słyszy.

Jaką muzykę usłyszałeś? Jak na podstawie tego doświadczenia słuchowego określiłbyś, czym różnią się japońskie wydania płyt winylowych od wydań europejskich czy amerykańskich?

Amerykańskie wydania grają bardzo mięsiście, tam jest dużo muzyki w muzyce, szczególnie przy rocku ma to znaczenie. Dźwięk jest bardziej "brudny". Europejskie wydania grają neutralnie. Natomiast japońskie wydania grają "wyżej" i jest to związane ze sposobem mówienia Japończyków – w języku japońskim jest więcej tonów wysokich. To się przekłada na mastering – japońskie wydania są zawsze masterowane tak, żeby tonów niskich było mniej, wysokich więcej.

Nieraz używa się nawet rozróżnienia na masterowanie "gorące" (amerykańskie) i "chłodne" (japońskie). Ten pierwszy przypadek oznacza, że płyta jest głośniejsza, z większym naciskiem na bas, żeby dobrze brzmiała na ówczesnych, często przeciętnych systemach audio. Japończycy masterowali "chłodno" – ciszej, ale z zachowaniem wszystkich detali. Oznacza to, że musisz podkręcić głośność, ale w zamian dostajesz znacznie więcej szczegółów i przestrzeni.

 

Vinyl Tamka: poznaj naszą kolekcję japońskich płyt winylowych!

Dlaczego japońskie wydania winyli są droższe?

Do szczegółów technologicznych i brzmieniowych jeszcze wrócimy. Wielu klientów, zanim się w nie głębi, widzi cenę – na ogół wyższą niż inne wydania tej samej płyty. Dlaczego japońskie wydania płyt winylowych są droższe?

Pierwsza kwestia – Japończycy mieli świetny granulat, jeżeli chodzi o winyl. Druga sprawa, tym bardziej w kontekście naszego kraju – mieli świetny sprzęt, który nie niszczył płyt. U nas były gramofony typu Bambino czy Artur z wkładkami piezoelektrycznymi, które niszczyły płyty. Japończycy słuchali płyt na gramofonach Technics, Sanyo, Aiwa i innych, które grały zdecydowanie lepiej, więc płyty nie były tak eksploatowane.

Japończycy mają również większą kulturę słuchania. Ich płyty winylowe są droższe, bo są ładniej zachowane, a stan często jest nieskazitelny pomimo upływu lat. Warto też wrócić na chwilę w przeszłość. Nie każdego było stać na płytę – w latach 70. winyl kosztował w Japonii około 2000 jenów, to były spore pieniądze. Mamy więc sytuację, że produkt był dostępny na rynku, ale jednak nie każdy mógł sobie na niego pozwolić.

I jeszcze jedna ciekawostka – Japończycy z uwagi na małe mieszkania traktowali gromadzenie płyt bardzo selektywnie. Kupowali te, które rzeczywiście chcieli. I skoro mieli wydać pieniądze, to stawiali na pierwsze wydania – amerykańskie, angielskie, francuskie. Dopóki nie mieli oryginalnego wydania, kupowali wydania japońskie. Jak już zdobyli oryginał, japoński egzemplarz sprzedawali, bo nie mieli miejsca na gromadzenie.

Czy zatem mogę ocenić, że japońskie winyle są drogie? Uważam, że czasem lepiej wydać trochę więcej pieniędzy i móc się skupić na przyjemności słuchania muzyki, a nie czekać na trzask czy pyknięcie i denerwować się, że coś jest nie tak.

Jakie są widełki cenowe dla japońskich wydań? 

Japońskie winyle można kupić nawet za 30 złotych. Wszystko zależy od wykonawcy i tego, czy to poszukiwana płyta. W kolekcji mam płyty po 20-30 złotych, które czasami odsłuchuję po prostu dla przyjemności, bo są tak nagrane, że kompakt tego nie oddaje.

W Vinyl Tamka mieliśmy japońskie wydanie Carlosa Santany za 90 czy 140 zł, Camela za 240 czy Abbę za 160 złotych. Biorąc pod uwagę, że cena nowej, współcześnie tłoczonej płyty oscyluje w granicach 150 złotych, to za tyle można kupić dobre japońskie wydania. 

Warto jednak zweryfikować źródło, z którego planujemy kupić winyl i pamiętać o jednej rzeczy: jeśli winyl jest japoński i bezpośrednio z Japonii, nie powinno być nieprzyjemnych niespodzianek. Jeśli przeszedł już drogę przez Stany Zjednoczone, Europę, różne giełdy, palce i gramofony, czar może prysnąć.

Użyłeś wcześniej słowa "granulat". Często mówi się o "dziewiczym winylu" w kontekście japońskich wydań. Jest to jakoś powiązane? Czym różni się materiał używany w Japonii od tego używanego w innych krajach i jak wpływa to na jakość dźwięku?

Każda wytwórnia na świecie miała swoją specyfikację – dlatego kraj wydania to jedna kwestia, ale znaczenie ma też wydawnictwo i stosowane technologie. Japończycy długo uczyli się tłoczyć płyty – na początku lat 60. nie były one do końca świetnie realizowane. Mniej więcej w 1973-1974 roku doprowadzili jednak swój przemysł winylowy do takiego poziomu, że do dziś stawiani są za wzór.

"Japończycy mają również większą kulturę słuchania. Ich płyty winylowe są droższe, bo są ładniej zachowane, a stan często jest nieskazitelny pomimo upływu lat"

Pierwsza sprawa – Japończycy do produkcji winyli nie używali odpadków. Tłoczyli płyty z czystego, nowego, nieprzetworzonego wcześniej winylu (PVC), a resztki wykorzystywali w innych gałęziach gospodarczych, na przykład do asfaltu. Dlatego mówi się, że japońskie wydania są robione z "dziewiczego winylu", czyli takiego, który nie zawiera zanieczyszczeń, fragmentów etykiet czy kurzu i nie ma zmienionej struktury molekularnej poprzez wielokrotne przetwarzanie. W USA i Europie najczęściej stosowano winyl z przetworzonych i starych płyt.

Takie rozwiązania wpływają na to, że wydania japońskie nazywane są "cichymi płytami"?

Myślę, że sposób produkcji jest jednym z elementów, który wpływa na to, że takie określenie się pojawia. Dziewiczy winyl daje efekt "ciszy", czyli w pauzach między utworami oraz w cichych fragmentach praktycznie nie słychać charakterystycznego szumu winylowego. To pozwala na znacznie lepszą separację instrumentów i większą dynamikę nagrania.

Z fizycznego punktu widzenia taki winyl jest bardziej elastyczny i stabilny, co przekłada się na dokładniejsze odwzorowanie rowka i mniejsze zniekształcenia podczas odtwarzania. Otrzymujemy zatem wręcz cyfrową jakość dźwięku, ale z zachowaniem ciepła i przestrzenności charakterystycznej dla winyli. Japończycy dodawali również do winylu specjalnego antystatu, który powodował, że płyty mniej trzeszczą.

Oczywiście, jak wspomniałem, trzeba pamiętać, że użycie dziewiczego winylu to tylko jeden z elementów. Równie ważne są mastering, jakość matryc i sam proces tłoczenia – to właśnie fundamenty, na którym Japończycy budowali swoją reputację w branży płytowej.

Mastering i jego znaczenie

Wspomniałeś o masteringu, więc zamieniam się w słuch. Co oznacza "dobry mastering"

Mastering to ostatni, kluczowy etap przygotowania nagrania do produkcji płyty winylowej i tutaj Japończycy rzeczywiście mają swoje unikalne podejście. Proces polega na tym, że do inżyniera trafia matryca lub zapis na taśmie, czyli gotowy miks ze studia, który trzeba przygotować pod format winylowy.

Czyli nie jest to po prostu "przekopiowane"?

Wręcz przeciwnie, to prawdziwa sztuka dostosowywania dźwięku do fizycznych ograniczeń i możliwości płyty winylowej. Dobry mastering oznacza balans częstotliwości. Japońscy inżynierowie słyną z precyzyjnego wydobywania górnych tonów: sybilantów, talerzy perkusyjnych; detale instrumentów brzmią ostrzej i wyraźniej. To daje efekt większej "otwartości" dźwięku. Dlatego słucham też wydań nie japońskich, ale masterowanych przez japońskich mistrzów masteringu. 

Druga kwestia to dynamika. Dobry mastering zachowuje naturalne różnice między cichymi a głośnymi fragmentami. Japończycy unikali "spłaszczania" dźwięku, co oznacza, że ich płyty mają większy zakres dynamiczny.

Wracamy też tutaj do kulturowego aspektu. Japońskie mieszkania są małe, systemy audio kompaktowe, ale wysokiej klasy. Dlatego japońscy inżynierowie koncentrowali się na precyzji i czystości, a nie na "uderzeniu" w słuchacza. Ich mastering zakładał, że słuchacz ma dobry sprzęt i zależy mu na każdym detalu.

Piotr ze swoją ulubioną japońską płytą winylową: Hozan Yamamoto "Silver World" (1971)

Czyli na amerykańskim wydaniu usłyszę mocny, mięsisty bas i przodujący wokal. Na japońskim – każdy oddech wokalisty i przestrzeń studia nagraniowego. To właściwie dwa różne podejścia i całkowicie inne pomysły na to, jak może brzmieć muzyka!

Właśnie dlatego nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, czym jest "dobry mastering", ponieważ zależy to od celu i preferencji. Jeśli chcesz muzyki, która "uderzy" od pierwszej sekundy – wybierz amerykańskie wydanie. Jeśli wolisz zagłębiać się w detale i odkrywać nowe warstwy za każdym słuchaniem – japońskie mastering będzie dla ciebie idealny.

Dodam jeszcze, że zachwyca mnie perfekcja Japończyków. Nie wyobrażam sobie, żeby wypuścili na rynek coś, co jest źle zmasterowane. Można spierać się o subiektywne upodobania, ale japońscy inżynierowie starali się z taśmy wyciągnąć jak najwięcej i to w taki sposób, żeby brzmienie było jak najbardziej naturalne, przyjemne dla ucha.

Rozumiem, że mówimy o tendencjach i pewnym uogólnieniu, bo przecież każda wytwórnia miała i ma swoich mistrzów masteringu. Dla niektórych kolekcjonerów to właśnie nazwisko inżyniera dźwięku bywa kluczowe.

To prawda w tym sensie, że nie każde amerykańskie czy europejskie wydanie będzie sobie równe, jednak w przypadku japońskich wydań określona jakość jest standardem, więc nawet jeżeli mastering może być trochę inny, to nadal będzie doskonały.

Płyty, których wytwórni japońskich są najbardziej poszukiwane przez kolekcjonerów?

Jedną z pierwszych wytwórni, która tłoczyła dobrze i dużo, jest King Records. Później zaczęły wchodzić na rynek Denon, East Wind i kultowe "Trzy Ślepe Myszki" [Three Blind Mice]; były oczywiście też RCA i EMI.

A Toshiba i Blue Note?

Regułą było, że w Japonii płyty wydawała lub tłoczyła Toshiba. Niektóre wydania Blue Note szczególnie sygnowane przez Toshibę są bardzo poszukiwane, szczególnie seria GXK – one grają najlepiej.

Jednak zawsze słuchając muzyki, staram się nie przekraczać linii, która oddziela słuchanie muzyki za pomocą sprzętu od słuchania sprzętu za pomocą płyt. Czasami jest tak, że testujemy swój sprzęt na podstawie płyt.

"Mastering to prawdziwa sztuka dostosowywania dźwięku do fizycznych ograniczeń i możliwości płyty winylowej. Dobry mastering oznacza balans częstotliwości. Japońscy inżynierowie słyną z precyzyjnego wydobywania górnych tonów"

Japońskie red waxy – o co chodzi z czerwonymi winylami z Japonii?

W kontekście japońskich wydań istotnym wątkiem są również czerwone winyle. Co to są "red waxy" i dlaczego niektóre japońskie wydania Blue Note na czerwonym winylu są tak poszukiwane?

Podkreślę tylko od razu, że współczesne kolorowe winyle, nie mają nic wspólnego z kolorowym winylem sprzed lat. Winyl czerwony tłoczony pod koniec lat 60. i na początku 70. miał inną strukturę niż winyl czarny – był bardziej miękki, czysty i plastyczny. Mniej razy można było go odsłuchać, żeby nie stracić jakości nagrania.

Czyli był też mniej trwały?

Tak, był mniej trwały, ale jednocześnie dawał większe możliwości. Dźwięk był jeszcze bardziej analogowy, ciepły, naturalny. Dlatego tak bardzo poszukiwane są nagrania Beatlesów na czerwonych winylach –  są uznawane za kanon jakości nagrania.

Obecnie kolorowe winyle służą raczej temu, że można na nich pewne niedociągnięcia muzyczne ukryć, a także bardziej przyciągają wzrok. Wtedy było to oznaką jakości. Japończycy stosowali kolorowy winyl nie jako gadżet marketingowy, ale z powodów technicznych i jeszcze lepszych właściwości akustycznych.

Czerwone waxy stały się legendą, bo łączyły w sobie wszystko, co najlepsze w japońskiej produkcji winylowej: najwyższej klasy mastering, perfekcyjny materiał i ograniczoną dostępność. Wydawano je w małych nakładach, często tylko dla japońskiego rynku.

"A Hard Day’s Night" The Beatles czy "The Piper at the Gates of Dawn" Pink Floyd w japońskim czerwonym wydaniu są szalenie trudne do zdobycia. Istniała jakaś zasada, według której decydowano, jaki album zostanie nagrany nie tylko jako czarny krążek?

Nie mam pojęcia, według jakiego klucza decydowano, jaka płyta ma zostać wytłoczona na czerwonym winylu. W niektórych przypadkach czerwony winyl (i białe etykiety) był ograniczony tylko do egzemplarzy promocyjnych, jak w przypadku "Ummagumma" Pink Floyd czy "Empty Sky" Eltona Johna, podczas gdy wszystkie kopie sprzedawane w sklepach były na czarnym winylu.

Trafiłem również na informację, że tylko 500-600 egzemplarzy każdego albumu Pink Floyd na Odeon Records było tłoczonych jako red waxy. Już w momencie premiery wydania te były bardzo cenne, trudno więc się dziwić, że ich wartość tylko rośnie. 

Dużo mówi się o tym, że jakość winyli jest coraz gorsza i współczesne tłoczenia z USA i Europy "to nie to, co kiedyś". Problem masowej produkcji dotyczy też Japonii?

Myślę, że Japończycy nadal podchodzą bardzo profesjonalnie do produkcji muzyki i stawiają na najlepsze materiały. Problemem, a może bardziej wyzwaniem, jest chyba coś innego.

W latach 70. i 80. inżynierowie mieli dostęp do oryginalnych taśm-matek, a te dawały więcej możliwości. Teraz wszystkie mastery przechodzą przez komputery. Dźwięk cyfrowy jest zero-jedynkowy, inny niż analogowy. Dlatego niektórzy uważają, że kompakty i winyle tłoczone po roku 2000 grają podobnie, ale są to już osobiste preferencje. Ja nowych winyli nie kupuję, bo nie podoba mi się ten dźwięk.

Gatunki muzyki, które warto mieć na japońskim winylu

Każdy gatunek muzyki brzmi podobnie na japońskim wydaniu, czy są gatunki, które szczególnie zyskują na nośniku z tego kraju?

Największa różnica jest wtedy, kiedy grają żywe instrumenty – kontrabas, perkusja, gitara akustyczna, skrzypce, wiolonczela. Jazz i klasyka to gatunki, w których najbardziej słychać, o co chodzi i uważam, że naprawdę można usłyszeć więcej z japońskiego winylu. 

W środowisku kolekcjonerów są płyty, które każdy chciałby mieć w japońskim wydaniu?

Przy tak szerokiej perspektywie chyba nie da się wskazać płyt, które chciałby każdy. Trzeba rozróżnić dwie kwestie. Niektóre płyty japońskie są poszukiwane i drogie, bo był mały nakład – Japończycy w ogóle tłoczyli małe nakłady w porównaniu do Europy czy Ameryki. Po drugie, wydania japońskie są świetnie wyprodukowane muzycznie i poligraficznie. Poza piękną okładką w pakiecie mamy plakaty, inserty, stickery, obi. 

"Japońskie wydania często mają brązowe plamki na okładkach. Takie "grzybki" to efekt wysokiej wilgotności w Japonii i najpewniej brak klimatyzacji w mieszkaniu, ale też znak autentyczności. Paradoksalnie dla kolekcjonerów to dodatkowa zaleta i oznaka, że płyta rzeczywiście pochodzi z Japonii"

Słynne obi – muszę przyznać, że ten niepozorny kawałek papieru dodaje uroku.

Tak, banderola zawiera wszystkie informacje o płycie w języku japońskim i jest to tak przemyślane, żeby zawarte na niej treści nie wchodziły w poligrafię okładki. Niektórzy, jeszcze lata temu, zrywali obi z japońskich wydań, myśląc, że jest to niepotrzebny papier. Przy płytach wartościowych obi stanowi czasami 30 proc. wartości płyty. Bywa, że więcej.

Jakość japońskich wydań nie tylko słychać, ale i widać. "In The Court Of The Crimson King" to przykład okładki, która i tak przyciąga wzrok, ale egzemplarz japoński to wyższy poziom.

To prawda, nie mam wiedzy poligraficznej, ale domyślam się, że koszty tak perfekcyjnie zaprojektowanej i zrealizowanej okładki, musiały być wysokie. Nieraz ciężko mi uwierzyć, jaki poziom poligrafii osiągnęli Japończycy w latach 70., kiedy technologia była zupełnie inna. To coś niesamowitego. Tym bardziej że to nie są jednostkowe przypadki.

Uwielbiam, że na japońskich wydaniach wszystko jest szczegółowo opisane – kto masterował, kiedy i gdzie nagrywano. Kolory pomimo upływu 50 lat są żywe i intensywne. Okładki często były laminowane, co sprawia, że nie tracą nasycenia, jeżeli są dobrze przechowywane. Japończycy pochylili się nad każdym najmniejszym detalem, jak chociażby to, w jaki sposób poprowadzić linię kleju na okładce, by zminimalizować możliwość uszkodzenia płyty.

I jeszcze jedna drobna uwaga – japońskie wydania często mają brązowe plamki na okładkach. Takie "grzybki" to efekt wysokiej wilgotności w Japonii i najpewniej brak klimatyzacji w mieszkaniu. Paradoksalnie dla kolekcjonerów to dodatkowa zaleta i oznaka, że płyta rzeczywiście pochodzi z Japonii.

Wyobraź sobie klienta, który nie chce wydawać ogromnych pieniędzy, ale chciałby na własnych uszach sprawdzić, w czym tkwi sekret japońskich winyli. Jaką płytę byś mu zaproponował?

Polecałbym Vivaldiego lub Beethovena z klasyki. Mój ulubiony dyrygent to Zubin Mehta i jego wydania na japońskim Londonie są dopracowane do perfekcji. Z jazzu polecam Dave'a Brubecka, Milesa Davisa – przede wszystkim "Kind of Blue" czy "Windą na szafot" – Stana Getza czy Paula Desmonda. To przykłady muzyki, którą raczej każdy powinien polubić, a jeśli nie polubić, to chociaż usłyszeć niuanse.

Natomiast ja zawsze mówię klientom, żeby nie patrzyli na znajomych, tendencje na rynku, trendy na Instagramie czy rankingi “najlepszych płyt”. Słuchanie muzyki ma dawać przyjemność. Jak mają się męczyć, lepiej niech odpuszczą. Trzeba szukać swojego sposobu na winyle.

Mam przykład z "Kind of Blue" – kupiłem wydanie amerykańskie i japońskie. Któregoś dnia uznałem, że jedną z tych płyt muszę sprzedać, bo nie stać mnie, żeby mieć dwie. Słuchałem jednej, słuchałem drugiej i doszedłem do wniosku, że to są dwa różne nagrania. Japońskie grało bardzo szczegółowo, detalicznie, dynamicznie. Amerykańskie miało dużo "mięsa", trzasków, surowości, więcej basu. Zostawiłem oba wydania, bo nie byłem w stanie wybrać. 

Chcesz powiedzieć, że uznałeś, że są to dwie różne płyty?

Tak, a podkreślę, że nie mam sprzętu audiofilskiego. Mam sprzęt budżetowy, który pasuje do mojego ucha i percepcji.

Gdy wspomniałeś o "Kind of Blue", pomyślałam o wytwórni Mobile Fidelity Sound Lab, która tłoczy winyle w Japonii i specjalizuje się w wydaniach audiofilskich. Ich wydanie kultowej płyty Milesa Davisa jest droższe od wydania klasycznego, kosztuje niemal 500 zł. Czy według ciebie są to wydania godne polecenia?

"Kind of Blue" jest jedną z płyt wydanych na Mobile Fidelity, podobnie jak Pink Floyd i mnóstwo innych wykonawców. Jednak żeby usłyszeć różnicę, trzeba mieć lepszej jakości sprzęt – od kabli przez wkładkę, gramofon, wzmacniacz, kolumny. Wszystko ma wpływ.

To są wydania absolutnie wypieszczone, najwyższy poziom tłoczenia. Nie bez powodu produkcja odbywa się w Japonii – wydawcy wiedzieli, że tam zrobią to najlepiej.

Dużo mówiłeś o profesjonalnym podejściu do produkcji winyli, technologiach i projektowaniu okładek. Ale ta japońska dbałość o przedmiot sięga dalej – o winyle dba się w sklepach, o płyty dbają słuchacze. 

To długi temat o kulturze japońskiej. Japończycy do płyt winylowych podchodzą z pietyzmem. Gdy byłem w Japonii, to w większości sklepów, które odwiedziłem, sprzedawcy mieli białe rękawiczki i podchodzili do płyt, jakby pokazywali biżuterię za milion dolarów. Oczywiście nie każdemu musi podobać się takie podejście, ale po pierwsze ma to swój urok, a po drugie – warto w czasach nadmiaru i masowej produkcji przypominać, czym są profesjonalizm, jakość i dbałość o przedmioty.

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl