Są artyści, których muzyka trafia do uszu trochę "przy okazji", mimochodem. Melodia pojawia się gdzieś – w filmie, w kawiarni, w słuchawkach osoby siedzącej naprzeciwko w metrze – i zostaje. Yann Tiersen tak właśnie działa. Francuski kompozytor i multiinstrumentalista z Bretanii pojawia się w lutym 2026 w Polsce z solowym występem. 25 lutego zagra w warszawskim Klubie Stodoła, dzień później – w krakowskim Klubie Studio. To rzadka okazja, bo Tiersen nie jest artystą, który regularnie gości na środkowoeuropejskich scenach.
Vinyl Tamka: szukasz muzyki klasycznej na winylu? To już nie musisz szukać – mamy jedną z największych kolekcji klasyki w Warszawie (stacjonarnie i online)
Trasa jak manifest
Tegoroczna trasa Tiersena to coś więcej niż seria koncertów. To celowe, przemyślane zaprzeczenie temu, jak zazwyczaj wygląda życie artysty w trasie. Tiersen podróżuje sam – bez ekipy i bez wygód. Towarzyszy mu jedynie pies. Taki minimalizm to pewnego rodzaju niezgoda na trendy konsumpcyjne, które sa jednym z czynników napędzających kryzys klimatyczny. Artysta rezygnuje z samolotów i hoteli – swoją furgonetkę rozpędza co najwyżej do 100 km/h, śpi w ogrodach ludzi, których napotka po drodze.
Część trasy Yann Tiersen odbył żaglówką, opływając Irlandię, Wyspy Owcze, Szkocję i Kornwalię. To, co brzmi jak asceza, jest w jego przypadku czymś głębszym: próbą odbudowania prawdziwego kontaktu z miejscem, z publicznością i z muzyką – z dala od tego, co sam nazywa kapitalistycznymi normami przemysłu koncertowego.

Ten kontekst nie jest przypadkowy dla muzyki, którą prezentuje. Nowy album "Rathlin from a Distance | The Liquid Hour" dzieli się na dwie odrębne części: pierwsza to osiem introwertycznych fortepianowych miniatur inspirowanych podróżą morską – niemal medytacje dźwiękowe. Druga to rozległa, psychodeliczna elektronika pełna energii i gniewu. Razem tworzą coś niespójnego tylko na pierwszy rzut ucha, bo Tiersen od zawsze żył w sprzecznościach i szukał między nimi pomostów.
Yann Tiersen: "Jest coś transformującego w byciu na morzu. Z dala od hałasu i ciężaru świata zostajesz sam z surowymi, nieokiełznanymi siłami natury – i samym sobą. To przestrzeń, w której można zacząć kwestionować swoje przekonania, tożsamość, płeć — a nawet osobę, którą wydawało ci się, że jesteś. Zacząłem zrzucać oczekiwania, konstrukty i role, które narzuca nam społeczeństwo. Fale domagają się szczerości".
Vinyl Tamka: kupujemy i sprzedajemy winyle!
Kim jest Tiersen i komu się spodoba
Szerokiej publiczności Tiersen kojarzy się przede wszystkim ze ścieżką dźwiękową do filmu "Amelia" Jeana-Pierre'a Jeuneta z 2001 roku – jednej z najlepiej rozpoznawalnych muzycznych ilustracji filmowych ostatnich dekad. On sam nie lubi tego skojarzenia i nie uważa się za kompozytora filmowego. Muzyka z "Amelii" powstała na bazie jego wcześniejszych albumów i jest zaledwie jednym z wielu rozdziałów kariery, która trwa już ponad trzy dekady.
Krytycy, szukając punktów odniesienia dla jego stylu, sięgają po nazwiska Erika Satiego, Chopina, Philipa Glassa i Michaela Nymana. To trafna konstelacja: minimalizm, wrażliwość melodyczna, melancholia – ale i gotowość do przekraczania gatunków. Tiersen wychował się na muzyce klasycznej i punkowej jednocześnie. Joy Division i The Stooges ukształtowały go równie mocno, co akademia muzyczna w Rennes i Nantes. Słychać to do dziś: w jego muzyce rzadko jest leniwe i powtarzalne piękno. Częściej – napięcie.
Jeśli bliska jest Ci muzyka Ludovico Einaudiego, Nilsa Frahma czy Ólafura Arnaldsa, Tiersen znajdzie się w tym samym kręgu wrażliwości – choć jest od tej estetyki starszy i surowszy. Jeśli lubisz muzykę, która nie szuka słów, bo ich nie potrzebuje, a jednocześnie nie jest tłem, tylko rozmową – Tiersen jest propozycją idealną.
Od czego zacząć słuchanie Tiersena?
Zanim trafisz na koncert albo zamiast niego – warto zanurzyć się w dorobku Tiersena samodzielnie. Dobrym punktem wejścia jest "Comptine d'un autre été: L'après-midi" – jeden z najbardziej rozpoznawalnych fortepianowych tematów ostatnich dwudziestu lat, który pojawił się w "Amelii", choć pochodzi z wcześniejszego albumu.
Dla tych, którzy chcą usłyszeć Tiersena surowszego i bardziej współczesnego, "EUSA" z 2016 roku – nagrana solo na fortepianie na bretońskiej wyspie Ushant – pokazuje kompozytora w najbardziej intymnej formie. Ci, których interesuje elektroniczny wymiar muzyki, mogą zacząć od "Kerber" z 2014 roku, gdzie post-rock i ambientowe pejzaże dźwiękowe zajmują więcej miejsca niż fortepian (album staramy się mieć regularnie w sklepie stacjonarnym przy ul. Chmielnej 20 – napisz do nas wiadomość, żeby dowiedzieć się, czy jest dostępny).
Na Vinyl Tamka znajdziesz muzykę z tego samego kręgu wrażliwości — jeśli Tiersen otworzył dla ciebie jakieś drzwi, chętnie pomożemy sprawdzić, co za nimi stoi.
Czytaj także: "Ołowiane dzieci" na Netflixie – muzyczna podróż w głąb PRL-u
Tekst: Alicja Cembrowska
Zdjęcie: zrzut z ekranu/YouTube/Yann Tiersen