22 grudnia 2025 roku, na kilka dni przed Bożym Narodzeniem, rozgłośnie radiowe na całym świecie raczyły słuchaczy jedną z piękniejszych świątecznych piosenek. „Driving Home for Christmas" to melodia każdego grudnia od czterdziestu lat. W tamtym roku jednak coś się zmieniło – Chris Rea zmarł po długiej chorobie. Miał 73 lata, zachrypnięty głos i życiorys, który – jak się okazuje – dopiero teraz doczekał się pełnego opowiedzenia.
Blues na winylu - poznaj kolekcję Vinyl Tamka
Chris Rea – pierwsza na świecie kompletna biografia artysty
Są głosy, które rozpoznajemy od pierwszej sekundy. Zachrypnięty, niski, trochę zadziorny, ale jednak miękki – głos Chrisa Rei towarzyszy nam od dekad, choć biografia jego właściciela jest niekoniecznie powszechnie znana. „Chris Rea. Biografia niespokojnej duszy" Szymona Babuchowskiego (Wydawnictwo Emocje Plus Minus, luty 2026) to pierwsza na świecie kompletna biografia artysty. Autor – dziennikarz i wieloletni znawca jego twórczości – zbudował narrację wokół kolejnych piosenek: każdy rozdział to utwór i związana z nim historia.
Czytelnicy na Lubimyczytać.pl zwracają uwagę, że to biografia niezwykła podwójnie – bo portretuje artystę, który całe życie stronił od medialnego zgiełku, a jednak miał o czym mówić. „Ta biografia – podobnie jak muzyka jej bohatera – jest pełna melancholii, ale i niezwykłej woli życia" – pisze jedna z czytelniczek. Inna podkreśla, że najmocniejszym wątkiem książki jest nieustający konflikt Rei z przemysłem muzycznym – wytwórnie przez lata próbowały z włosko-irlandzkiego chłopaka z Middlesbrough zrobić nowego Eltona Johna, on konsekwentnie odmawiał.
Czytaj także: Bez nich "The Dark Side of the Moon" nie byłoby płytą, którą dziś znamy. Historia Clare Torry i Alana Parsonsa
Chris Rea – muzyk, który podbił Europę
Chris Rea urodził się w 1951 roku w położonym w północno-wschodniej Anglii typowo przemysłowym Middlesbrough. Jego ojciec prowadził lodziarnię. Chris długo nie miał ambicji muzycznych i nie uczył się gry na gitarze od dziecka. Przełom nastąpił w wieku 22 lat, gdy usłyszał w radio gitarzystę Ala Wilsona z Canned Heat. Coś w nim drgnęło.
Slide – technika polegająca na przesuwaniu po strunach metalowej lub szklanej rurki, która pozwala uzyskać brzmienie typowe dla bluesa i country – stała się jego znakiem rozpoznawczym. Ciepła, śpiewna barwa gitary wchodząca w dialog z zachrypniętym wokalem to dźwiękowy odcisk palca, którego nie sposób pomylić z nikim innym.
Debiutancki album „Whatever Happened to Benny Santini?" (1978) przyniósł Chrisowi Rei nominację do Grammy w kategorii Best New Artist – efektowny start, po którym przez lata toczył nieustanne boje z wytwórniami o prawo do tworzenia muzyki w swoim stylu. Chciał grać blues zakorzeniony w brytyjskiej codzienności, opowiadać o przemijaniu i tęsknocie za czymś, co trudno nazwać, a co dopiero uchwycić.
Największy sukces komercyjny – „The Road to Hell" (1989), gorzki komentarz do thatcherowskiej Brytanii i zakorkowanych autostrad – był jednocześnie jego najbardziej osobistym albumem.
W 1990 roku zdiagnozowano u niego raka trzustki. Lekarze dawali mu niewielkie szanse. On jednak się nie poddawał i zamiast sięgać po sprawdzone formuły, zanurzył się głębiej w blues, zaczął malować obrazy i ścigać się samochodami wyścigowymi. Choroba, jak opisuje Szymon Babuchowski, paradoksalnie go wyzwoliła: przestał walczyć o listy przebojów, nagrywał to, co chciał. Był człowiekiem, który wolał garaż od czerwonego dywanu – żył muzyką, a tę szczerą pasję czuć w jego albumach.
Czytaj także: Master of Puppets – 40 lat albumu, który zmienił metal. I był ostatnim z Cliffem Burtonem
Muzyka Chrisa Rei – blues z angielską duszą
Styl muzyczny Chrisa Rei wymyka się jednoznacznym etykietkom – i to ocaliło go od zapomnienia. Gitarzysta poruszał się swobodnie między soft rockiem, bluesem, adult contemporary (połączenie popu, rocka, smooth R&B i elementów folku) i tym, co krytycy nazywają czasem „road music" – muzyką drogi, podróży i nieuchronnego przemijania. Fundamentem był blues, ale nie ten wzięty wprost z delty Missisipi – raczej osobista mieszanka rocka, popu i bluesa, zakorzeniona w wyraźnej tożsamości artystycznej, wolna od nadętnego i sztucznego patetyzmu.
Znakiem rozpoznawczym Rei była gitara slide – technika, którą opanował pod wpływem Charliego Pattona i Ry Coodera, a którą stosował prawą ręką, choć był leworęczny. Na tle swoich hitów – „Stainsby Girls", „Josephine", „On the Beach", „Looking for the Summer", „Auberge" czy „Julia" – najdojrzalej brzmi właśnie na „The Road to Hell" (1989). Album okrzyknięty „nowoczesnym arcydziełem" spędził trzy tygodnie na szczycie brytyjskiej listy albumów, a w 2004 roku uzyskał certyfikat sześciokrotnej platyny.
„The Road to Hell" to płyta wyjątkowa pod względem tematycznej spójności: większość utworów zawiera mocne elementy komentarza społecznego, dotykając alienacji, przemocy i odkupienia – a wszystko to w opakowaniu ciepłego, atmosferycznego brzmienia, które się nie starzeje. Po chorobie i powrocie do zdrowia Rea odwrócił się od mainstreamu i przez kolejne lata nagrywał czysty blues dla własnej wytwórni Jazzee Blue – obszerne, wielopłytowe cykle, które fani uważają za jego najodważniejszy artystyczny rozdział, choć próżno ich oczekiwać w rozgłośniach radiowych.
Vinyl Tamka: sprzedajemy i kupujemy winyle
Chris Rea na winylu
Szukasz winylowych wydań Chrisa Rei – „The Road to Hell", „Auberge", „Dancing with Strangers" czy świątecznego klasyka? Napisz do nas. Staramy się mieć wybrane tytuły dostępne stacjonarnie przy Chmielnej 20 – a solidna biografia to najlepszy powód, żeby przy okazji lektury odświeżyć sobie brzmienie czarnego krążka.
Tekst: Alicja Cembrowska
Zdjęcie: Wikipedia
