"Master of Puppets" trafia do sklepów 3 marca 1986 roku. I zaczyna się rewolucja. Płyta wskakuje na 29. miejsce Billboard 200 – bez singla, bez teledysku, bez promocji w MTV – i staje się pierwszym thrash metalowym albumem, który zdobędzie platynę (a później sześciokrotną platynę). Niestety to również ostatnia rzecz nagrana z Cliffem Burtonem – basistą, który zmienił metal na zawsze.
Sześć miesięcy po premierze, 27 września, Burton ginie w wypadku autokaru w Szwecji. Ma 24 lata. "Master of Puppets" staje się jego testamentem.
Ale wcześniej jest Kopenhaga i Sweet Silence Studios. Czterech facetów z Ameryki przyjeżdża do małego europejskiego kraju i od września do grudnia 1985 roku nagrywają album o narkotykach, utracie kontroli i manipulacji. Album, którego nikt nie puści w MTV, wówczas najważniejszej muzycznej stacji.
Oto historia "Master of Puppets". I ludzi, którzy stworzyli jedną z najbardziej legendarnych płyt w historii muzyki.
Vinyl Tamka: poznaj naszą kolekcję muzyki metalowej!
1986: Rok, w którym muzyka metalowa rozdziera się na pół
Pod koniec lat 80. muzyką rządzi MTV. Na ekranach telewizorów królują Bon Jovi ("Slippery When Wet"), Poison ("Look What the Cat Dragged In"), Europe ("The Final Countdown"), Mötley Crüe, Twisted Sister czy Def Leppard. Glam metal, pop metal, hair metal – różnie nazywano estetykę, która zawładnęła popkulturą na chwilę przed wkroczeniem na scenę grunge'u, jednak w znacznej mierze chodziło w niej o budowanie wizerunku. A wiadomo, że najbardziej zapamiętujemy to, co jaskrawe, inne, wyróżniające się.
Wokaliści stawiają zatem na krzykliwe stroje, miksują skóry ze spandexem, tapirujący włosy (melodyjna odmiana heavy metalu – pudel metal – nawiązuje do charakterystycznych fryzur), nie ograniczają się z makijażem. Telewizyjne kamery – lubią to!
W tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych trwa kryzys narkotykowy. W czerwcu 1986 roku – dwa miesiące po premierze "Master of Puppets" – na skutek przedawkowania kokainy umierają dwaj znani sportowcy: koszykarz Len Bias i piłkarz Don Rogers. Prezydent Reagan podpisuje Ustawę o przeciwdziałaniu nadużywaniu narkotyków – prawo, które drastycznie zaostrza kary za posiadanie substancji, szczególnie cracku. Nancy Reagan krzyczy "Just Say No". Media podłapują atmosferę histerii. Społeczeństwo boi się narkotyków bardziej niż kiedykolwiek.
I w ten świat wchodzi Metallica z albumem o tym, w jak destrukcyjne sidła wpadają ludzie. Jak stają się marionetkami.
Bez kompromisów.
"Master of Puppets" był środkowym palcem pokazanym całej branży muzycznej.
Kopenhaga: Daleko od muzycznej fabryki, blisko prawdy
Wrzesień 1985. Metallica leci do Kopenhagi, żeby nagrać trzeci album. Dlaczego Dania? Przede wszystkim dlatego, że producent Flemming Rasmussen nagrywał ich poprzedni album, "Ride the Lightning" (1984) – zespół mu zaufał. Jednak to nie jedyny powód. Sweet Silence Studios było tańsze niż amerykańskie studia, Kopenhaga była daleko od Los Angeles, MTV i presji komercyjnej branży.
James Hetfield (wokal, gitara rytmiczna), Lars Ulrich (perkusja), Kirk Hammett (gitara prowadząca) i Cliff Burton (bas) spędzili w Sweet Silence cztery miesiące. Sesje nagraniowe trwały dłużej niż przy poprzednim albumie – Metallica nabrała perfekcjonizmu. Rasmussen wspominał później: "Zespół przyszedł z dobrze przygotowanymi demo. Tylko drobne zmiany wprowadzono w studiu".
Studer A80 16-track – najnowocześniejsza technologia tamtych czasów. Zero syntezatorów. Produkcja, którą określa się mianem "slick" (niezwykle płynna, sprawna i profesjonalna). Surowa energia thrash metalu. Flemming Rasmussen nagrywał perkusję Larsa Ulricha w ogromnej, przestronnej sali – 15 na 20 metrów. Ta przestrzeń nadaje płycie ambientowy sznyt. Masywny, pogłosowy dźwięk bębnów stał się znakiem rozpoznawczym wczesnych nagrań Metalliki.
Rasmussen wspominał później, że Lars "był absolutnie beznadziejny w utrzymywaniu stałego tempa", jednak w kreatywnych momentach – wszystko działało, jak trzeba. To właśnie Lars wpadł na pomysł, żeby nagrać uderzenie w kowadło na tylnych schodach studia. Dźwięk ten pojawił się w "For Whom the Bell Tolls" z poprzedniego albumu. Teraz, przy "Master of Puppets", szukali podobnie magicznych momentów i niuansów, które robią różnicę.
Do tej pory zespół wydał jedynie trzy single (mało popularne) i żadnego teledysku; początkowo "Master of Puppets" nie był promowany przez żaden singel, bo zespół uważał to za bezcelowe.
Cliff Burton: Bas jak gitara prowadząca
Cliff Burton dołączył do Metalliki w 1982 roku. Zespół przeprowadził się wtedy z Los Angeles do San Francisco, bo Cliff postawił warunek: "Albo przenoście się do Bay Area, albo szukajcie innego basisty". Chłopaki zaczęli pakować walizki.
Burton nie był zwykłym basistą. Studiował muzykę klasyczną. Grał na basie jak gitarzysta prowadzący – używał wah-wah ("kaczka" – efekt gitarowy, który imituje ludzki głos, wymawiający tytułowe sylaby, a przez to dynmicznie zmieniający brzmienie instrumentu), distortion (zniekształcenie/przester), harmonii. Był pod wpływem Geddy'ego Lee (Rush), Geezera Butlera (Black Sabbath), Lemmyego Kilmistera (Motörhead). Ćwiczył 4–6 godzin dziennie, nawet po dołączeniu do Metalliki.
Na "Master of Puppets" Cliff miał swój moment – "Orion", 8-minutowy utwór instrumentalny. Burton skomponował środkową sekcję – melancholijną linię basu z wieloczęściowymi harmoniami gitarowymi. Była to jego ulubiona kompozycja na albumie.
James Hetfield i Lars Ulrich widzieli Burtona po raz pierwszy w 1982 roku w Whisky a Go Go w Los Angeles. Grał wtedy w zespole Trauma. "Usłyszeliśmy to szalone solo i pomyśleliśmy: 'Nie widać żadnego gitarzysty na scenie'. Okazało się, że to basista, Cliff, z wah-wah pedałem i bujną czupryną. Nie obchodziło go, czy ktoś tam jest. Patrzył w dół na swój bas i grał" – wspominał Hetfield.
Burton zmienił Metallicę. Bez niego thrash metal nie byłby tym, co dziś utożsamiamy z gatunkiem.
Vinyl Tamka: kupujemy i sprzedajemy winyle
Master of Puppets: Album o kontroli, uzależnieniu i manipulacji
"Master of Puppets". Mistrz marionetek. Ale kto pociąga za sznurki?
Tematem albumu jest szeroko pojmowana manipulacja i stan utraty kontroli. Teksty koncentrują się na uzależnieniach, wojnach, religii, ale też instytucjach psychiatrycznych i kwestiach władzy i podległości. W 1986 roku – w szczytowym momencie kryzysu narkotykowego w Ameryce – Metallica nagrała najbardziej brutalną płytę o "byciu niewolnikiem", który "już sam nie decyduje".
Na okładce zaprojektowanej przez Metallicę i Petera Menscha, a namalowanej przez Dona Brautigama, widać cmentarz z białymi krzyżami – z krwistoczerwonym niebem połączone są sznurkami. Lars Ulrich wyjaśniał, że taka wizualizacja idealnie podsumowuje liryczną warstwę albumu: wpływanie na ludzką podświadomość.
Osiem utworów. 54 minuty. Metallica nie bawi się zapośrednioczone przez media relacje z słuchaczami. Zamiast tego wyrusza w pięciomiesięczną trasę po Ameryce jako support dla Ozzy'ego Osbourne'a.
MTV? Nie potrzebują. Radio? Nie interesuje ich.
3 marca 1986 roku – premiera "Master of Puppets". Album wskakuje na 29. miejsce Billboard 200. Zapisuje się w historii jako pierwsza trash metalowa płyta z platyną. W 2016 roku materiał dodano do National Recording Registry – jako "kulturowo, historycznie i estetycznie znaczący".
27 września 1986: Dzień, który zmienił wszystko
26 września 1986 roku. Solnahallen Arena, Sztokholm, Szwecja. Ostatni koncert Cliffa Burtona z Metallicą. Ostatni utwór: "Fight Fire with Fire".
Tej nocy zespół jedzie autokarem do Kopenhagi na kolejny występ. Cliff i Kirk Hammett ciągną karty, żeby wybrać miejsca do spania. Cliff wyciąga asa pik. Wybiera górne łóżko, przy oknie. Teoretycznie miał tam spać Hammett.
27 września, tuż przed 7:00 rano. Kierowca tłumaczył później, że pojazd wpadł w poślizg, a on stracił nad nim kontrolę. Autokar zjeżdża z drogi i wywraca się na bok. Burton zostaje wyrzucony przez okno. Pojazd go przygniata.
Cliff Burton ma 24 lata. Umiera na miejscu.
Reszta europejskiej trasy Metalliki zostaje anulowana. Zespół wraca do domu.
Prochy młodego muzyka rozsypano na Maxwell Ranch w Kalifornii. Na ceremonii gra "Orion" – utwór Cliffa z "Master of Puppets". Na jego nagrobku wygrawerowano tekst z piosenki Metalliki "To Live Is to Die": "Cannot the Kingdom of Salvation take me home".
Żyć to umierać.
Miesiąc później do grupy jako nowy basista dołącza Jason Newsted.
Ale bez Cliffa Burtona Metallica już nigdy nie była taka sama.
Czytaj także: Pięć lat, cztery albumy, wieczna legenda. The Smiths – historia zespołu, który pokazał światu oblicza smutku
40 lat później: Dlaczego "Master of Puppets" wciąż jest najważniejszą płytą Metalliki
Lipiec 2022. Serial Netflixa "Stranger Things", sezon 4. Postać Eddiego Munsona gra "Master of Puppets" na gitarze w Upside Down. Piosenka po raz pierwszy od 1986 roku wchodzi na listy przebojów w USA i Wielkiej Brytanii. 36 lat po premierze wciąż żyje.
Dlaczego "Master of Puppets" jest najważniejszym albumem thrash metalu, często również uważanym za najlepszy w dyskografii Metalliki?
Bo udowodnił, że można osiągnąć sukces bez kompromisów. Bez wpadania w często bezwzględne struktury branżowo-rynkowe. Tylko surowa energia, wściekłość i talent.
Bo był ostatnim albumem z Cliffem Burtonem. Basistą, który zmienił metal. Który pokazał, że bas nie musi być tylko rytmem – może być melodią, solówką, emocją.
Bo mówił o rzeczach, które bolały. Uzależnienia. Kontrola. Manipulacja. W 1986 roku – w środku kryzysu narkotykowego – Metallica nie mówi "Just Say No". Mówi: "Już jesteś niewolnikiem. Mistrz cię kontroluje". I co dalej?
Cliff Burton nie dożył sukcesu tego albumu. Zginął sześć miesięcy po premierze.
Ale jego muzyka żyje w każdej sekundzie tego albumu.
"Master of Puppets" to nie tylko album Metalliki.
To testament Cliffa Burtona.
Czytaj także: Bez nich "The Dark Side of the Moon" nie byłoby płytą, którą dziś znamy. Historia Clare Torry i Alana Parsonsa
Tekst: Alicja Cembrowska
Zdjęcie: Wikipedia

