Bez nich "The Dark Side of the Moon" nie byłoby płytą, którą dziś znamy. Historia Clare Torry i Alana Parsonsa

0
Clare Torry i Alan Parsons - dwie nieznane gwiazdy "The Dark Side of the Moon"

1 marca 1973. Do sklepów trafia "The Dark Side of the Moon". Jeszcze nikt nie wie, że album spędzi 18 lat na liście Billboard 200. Raczej nikt nie przewiduje 50 milionów sprzedanych egzemplarzy i tytułu najważniejszej płyty w historii. A już na pewno niewielu interesuje, że kobieta, która nagrała najbardziej przejmujący wokal na Dark Side, dostała za to 30 funtów i wyszła ze studia zażenowana.

Abbey Road, maj 1972 – luty 1973. Dziewięć miesięcy i 60 dni nagrań. Pink Floyd eksperymentują z syntezatorami, nagrywają zegary w sklepie z antykami, biegają po studiu, by uchwycić odgłosy kroków. Między sesjami grają koncerty, kręcą film we Francji. Jednak ta historia ma jeszcze dwójkę cichych bohaterów.

 

23-letni inżynier dźwięku, który wcześniej pracował przy "Abbey Road" The Beatles.

Wokalistka, która myślała, że zrujnowała nagranie.

Alan Parsons i Clare Torry.

To oni pomogli stworzyć legendę.

 

Czytaj także: Na czym polega fenomen płyty "The Dark Side of The Moon"?

 

Alan Parsons: głowa pełna pomysłów dźwiękowych

Kiedy w maju 1972 Pink Floyd wchodzą do Abbey Road Studios, żeby nagrać album o szaleństwie i śmierci, za konsoletą siedzi 23-letni Alan Parsons. Trzy lata wcześniej, jako 19-latek, był operatorem taśmowym na ostatnim koncercie The Beatles – słynnej sesji na dachu Apple Records. Parsons nagrywał "Abbey Road" i "Let It Be". Teraz miał nagrać płytę, która spędzi na listach przebojów niemal dwie dekady. I stanie się nieśmiertelna.

"Pink Floyd zawsze eksperymentowali i popychali inżynierów do granic możliwości. Wiedzieliśmy, że to ich najlepsza praca do tej pory, ale nikt nie myślał, że będziemy o tym rozmawiać tyle lat później" – wspominał później Parsons. 

 

Vinyl Tamka: katalog Pink Floyd na winylu

 

Dźwiękowiec nie był zwykłym inżynierem od wciskania guzików. Bezpośrednio angażował się w "zbieranie dźwięków". To on jeździł do sklepu z antykami w Hampstead, żeby nagrać każdy zegar osobno do "Time". A z asystentem Pete'em Jamesem chodził w jedną i drugą po studiu nr 2, nagrywając kroki do "On the Run". Wymyślił, jak wykorzystać Studer A80 16-track – najnowocześniejszą technologię tamtych czasów – żeby stworzyć dźwięk, którego wcześniej nie słyszano.

Ale największym wyzwaniem była "The Great Gig in the Sky". Pink Floyd mieli gotową muzykę Ricka Wrighta – piękną, emocjonalną kompozycję fortepianową. Brakowało tylko głosu. Nie wokalów ze słowami – czegoś więcej. Czegoś, co by brzmiało jak instrument. Potrzebowali dźwięku emocji człowieka, który żegna się z życiem.

Parsons wiedział, do kogo zadzwonić.

 

Czytaj także: Pink Floyd  od pierwszych dźwięków do legendy

 

Clare Torry: 30 funtów, wstyd i historyczna wokaliza

Styczeń 1973. 25-letnia wokalistka sesyjna Clare Torry przychodzi do Abbey Road. Alan Parsons znał jej głos z coverów znanych piosenek. Czuł, że to może być to. W studiu Floydzi wyjaśniają kobiecie koncepcję albumu i odtwarzają sekwencję akordów Ricka Wrighta. "Chcemy trochę śpiewu" – mówią. Nie potrafią jednak dokładnie wytłumaczyć swoich oczekiwań.

Torry zaczyna śpiewać słowa. Zespół przerywa. Nie chcą słów, melodii, nut. Tylko emocje.

"Jedyne co mi przyszło do głowy, to żeby zabrzmieć jak instrument – gitara czy cokolwiek – i nie myśleć jak wokalista" – wspominała później wokalistka.

Kolejna instrukcja: "Pomyśl o śmierci. Pomyśl o umieraniu". Clare dostała pół godziny, by metodą prób i błędów nagrać coś, czego wcześniej nie próbowała.

Powstały trzy, może cztery wersje. Płakała, krzyczała, improwizowała. Parsons miksował jej głos z muzyką w słuchawkach tak perfekcyjnie, że zamknęła oczy i po prostu płynęła. Ze studia wyszła jednak przekonana, że to była katastrofa. "Byłam zażenowana. Myślałam, że to okropne. Goście z Pink Floyd [oprócz Dave'a Gilmoura] wyglądali na kompletnie znudzonych" – wspominała.

Dostała 30 funtów i poszła do domu.

Marzec 1973. "The Dark Side of the Moon" ma swoją światową premierę. "The Great Gig in the Sky" staje się jednym z najbardziej emocjonalnych momentów w historii rocka. Clare Torry nie dostaje żadnego wynagrodzenia jako współautorka. Przez 31 lat jej wynagrodzenie za wkład w utwór to kilkanaście funtów z dnia nagrania.

Dopiero w 2004 roku – po batalii prawnej – wywalcza współautorstwo i tantiemy. "The Great Gig in the Sky" w końcu istnieje z zapisem: muzyka Rick Wright, wokal Clare Torry.

 

Człowiek, który nagrał The Beatles i Pink Floyd

Alan Parsons został nominowany do Grammy za "The Dark Side of the Moon" w 1973 roku. Nie wygrał. Pink Floyd zaproponowali mu pracę przy następnym albumie – "Wish You Were Here". Odmówił.

W 1975 roku założył własny projekt – The Alan Parsons Project. Wreszcie miał swoje nazwisko na okładce. Już nie inżynier, nie asystent. "To było wielkie przeżycie. Zwykły producent stał się artystą" – mówił później.

Historia z Pink Floyd miała jednak bolesną kontynuację. W latach 70. Parsons zrobił miks kwadrofoniczny "The Dark Side of the Moon" – Pink Floyd nigdy go nie zaakceptowali. A kiedy w 2003 roku zespół nagrywał nowy miks na 30. rocznicę płyty, zatrudnili Jamesa Guthriego, a nie człowieka, który tę płytę nagrał.

"To było jak cios w plecy. Ale mam satysfakcję. Byłem tam. Wiem, co zrobiłem" – komentował Parsons.

 

Dlaczego "Dark Side of The Moon" brzmi najlepiej na winylu?

Alan Parsons nagrywał "The Dark Side of the Moon" całkowicie analogowo i nie stosował żadnych cyfrowych edycji. Wszystko na żywo, przy użyciu taśmy. Studer 16-track, EMS VCS 3 syntezatory, zapętlanie... Główne technologie lat 70., ale wykorzystane jak nigdy przez nikogo wcześniej.

"Nie było kompresorów cyfrowych, nie było auto-tune'u" – tłumaczy Parsons. "Musieliśmy nagrać to dobrze za pierwszym razem".

I właśnie dlatego "The Dark Side of the Moon" brzmi najlepiej na winylu. Analogowe ciepło. Dynamika, której nie da się osiągnąć w formacie cyfrowym. 

Clare Torry powiedziała kiedyś, że gdy usłyszała "The Great Gig in the Sky" po raz pierwszy na płycie, nie mogła uwierzyć, że to ona. "Parsons zrobił niesamowity miks między moim głosem a muzyką. To przykład jego geniuszu" – mówiła wokalistka.

Może dlatego płyta spędziła 953 tygodnie na Billboard 200. Może dlatego sprzedała się w 50 milionach egzemplarzy. Nie tylko dlatego, że Pink Floyd byli genialnym zespołem. Ale dlatego, że w Abbey Road, w 1972 i 1973 roku, pracowali ludzie, którzy wiedzieli jak zamienić muzykę w magię.

Alan Parsons. Clare Torry. Skryci w cieniu. Nieznani. Ale bez nich "The Dark Side of the Moon" nie byłoby tym, czym jest.

 

Czytaj także: Kultowy koncert Pink Floyd w Pompejach

 

Płyta "The Dark Side of The Moon" nie jest dostępna w sklepie internetowym Vinyl Tamka? Napisz do nas! Staramy się mieć zawsze jakiś egzemplarz w sklepie stacjonarnym przy ul. Chmielnej 20

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl