Revolver: 60 lat płyty, po której The Beatles przestali być zespołem koncertowym

0
Revolver: 60 lat płyty, na której The Beatles przestali być zespołem koncertowym

5 sierpnia 1966. Do brytyjskich sklepów trafia płyta z czarno-białą okładką Klausa Voormanna – kolażem twarzy, włosów i wyciętych zdjęć. Na kopercie jedno słowo: Revolver.

Wtedy, lata temu, jeszcze nikt nie wie, że trzyma w rękach koniec pewnej epoki. Bo Revolver to album, po którym The Beatles przestali być zespołem koncertowym. Kilkanaście dni po premierze zagrali ostatni biletowany koncert w karierze i zniknęli ze sceny — na dobre. Od tej pory istnieli już tylko tam, gdzie tę płytę stworzyli: w studiu.

Czytaj także: Kolorowe winyle i picture disc: czy naprawdę grają gorzej od czarnych?

Dlaczego Revolver uznaje się za przełom The Beatles?

To na tej płycie zespół po raz pierwszy potraktował studio jak instrument. Revolver powstawał w Abbey Road wiosną 1966 roku, między kwietniem a czerwcem, a muzycy pozwolili sobie na rzeczy, których wcześniej nie próbował prawie nikt.

Pętle taśmowe puszczane od tyłu. Gitara nagrana wstecz. Wokal Lennona przepuszczony przez wirujący głośnik Leslie, żeby brzmiał „jak Dalajlama śpiewający ze szczytu góry". To nie były sztuczki dla efektu. To był nowy język, którym pop miał mówić przez następne dekady. Producent George Martin i inżynier Geoff Emerick wynajdywali brzmienia, których jeszcze nie było.

Co takiego jest na Revolverze?

Czternaście utworów, a między nimi kilka, które weszły do kanonu na zawsze. Otwierający „Taxman" George'a Harrisona, orkiestrowe „Eleanor Rigby" bez ani jednego dźwięku gitary, dziecięce „Yellow Submarine" i zamykające wszystko „Tomorrow Never Knows" – utwór zbudowany na jednym akordzie, pętlach i tekście zaczerpniętym z tybetańskiej księgi umarłych.

"Revolver" to płyta rozpięta między skrajnościami. Od kpiny z instytucji państwowych po medytację o śmierci. Od piosenki dla dzieci po psychodelię, która wyprzedziła swoją epokę o lata. Revolver nie ma jednego nastroju ma ich kilkanaście, i każdy jest na swój sposób genialny.

Vinyl Tamka: winyle The Beatles w katalogu

Które wydania Revolvera warto mieć na winylu?

Tu zaczyna się temat dla kolekcjonera. Oryginalne brytyjskie tłoczenie z 1966 roku (Parlophone) to biały kruk, ale rynek żyje też tłoczeniami z całego świata, które potrafią być równie ciekawe i znacznie przystępniejsze cenowo. W naszym katalogu Revolver dostępny jest w kilku zagranicznych wydaniach.

Japońskie tłoczenie z 1972 roku (Apple Records) wyceniamy na 330 zł – japońskie pressy słyną z jakości i staranności. Peruwiańskie z 1980 roku (Odeon) to 390 zł, a jugosłowiańskie z Jugotonu (1975) – pozycja za 130 zł, na którą warto zostawić powiadomienie o dostępności. Każde z nich to inna historia tego samego arcydzieła.

Czy pierwsze tłoczenie zawsze brzmi lepiej?

Niekoniecznie i to ważne przy takim tytule. O brzmieniu decyduje mastering i stan konkretnego egzemplarza, nie sama data. Dobrze zachowane japońskie tłoczenie z lat 70. potrafi zagrać czyściej niż zmęczony oryginał z 1966 roku. Dlatego przy Revolverze, jak przy każdym klasyku, opłaca się wiedzieć, czego się szuka.

Wróćmy więc do kultowej czarno-białej okładki z sierpnia 1966. Sześćdziesiąt lat później Revolver wciąż brzmi jak płyta z przyszłości bo w dużej mierze ją stworzył. A najlepiej wciąż słychać to z winylowego nośnika.

Szukasz Revolvera albo innych tłoczeń The Beatles? Przejrzyj kategorię The Beatles i stare wydania, zostaw powiadomienie o dostępności albo wpadnij na Chmielną 20.

Zdjęcie: Wikipedia

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl