Na pierwszy rzut oka? Dwie identyczne płyty. Ta sama okładka, ten sam album, ten sam artysta. Jedna kosztuje 600 zł, druga 120. Różnica? Jedna to pierwsze tłoczenie z roku premiery, druga – wznowienie sprzed kilku lat.
Dla kogoś z zewnątrz to szaleństwo. Dla kolekcjonera – oczywistość. Różnica między first pressem a reissue potrafi oznaczać kilkusetzłotową przepaść w cenie – i właśnie dlatego warto wiedzieć, jak jedno od drugiego odróżnić (lub świadomie zdecydować, czy ma to dla nas znaczenie). Bez tej wiedzy łatwo przepłacić albo przegapić okazję.
Czytaj także: Skróty i oznaczenia na płytach winylowych — słownik
Czym różni się first press od reissue?
W skrócie: first press (pierwsze tłoczenie) to egzemplarze wyprodukowane z okazji premiery albumu, z oryginalnych matryc. Mniej radykalni kolekcjonerzy akceptują również "jedne z pierwszych wydań", czyli po prostu wczesne wydawnictwa z epoki, nagrywane analogowo. Jeszcze inni zwracają uwagę, że znaczenie ma zużycie matrycy, czyli etap, na jakim nagrana była płyta (świeższa matryca = lepszy dźwięk).
Reissue (reedycja, repress) to każde późniejsze wznowienie tego samego tytułu. To najważniejsze rozróżnienie na rynku winyli – i punkt wyjścia do wyceny.
Pierwsze tłoczenie powstaje najbliżej taśmy-matki, często pod okiem artysty i w ograniczonej liczbie. Reedycja może być wierną kopią, ale równie dobrze nowym masteringiem, z innej matrycy, powstałym czasem dziesiątki lat później. Stąd różnice – w cenie, w brzmieniu i w wartości kolekcjonerskiej.
Warto posłuchać różnych wydań, by zdecydować, co podoba się naszym uszom.
Jak rozpoznać first press? Pięć rzeczy, które warto sprawdzić
Zanim wybierzesz płytę dla siebie i zapłacisz, sprawdź kilka elementów. To one zdradzają, z którym tłoczeniem masz do czynienia:
- Martwa ścieżka (deadwax). Wygrawerowane przy etykiecie numery matryc i stamperów to najpewniejsze źródło informacji. Pierwsze tłoczenia mają najniższe numery edycji.
- Numer katalogowy. Każde wydanie ma własny numer na etykiecie i okładce. Reedycje zwykle dostają nowy.
- Wersja etykiety (label). Wytwórnie zmieniały logo, adresy i grafikę labelu na przestrzeni lat. Porównanie wersji etykiety często od razu datuje płytę.
- Kod kreskowy. Jego brak zwykle wskazuje na wydanie sprzed lat 80. – pierwsze tłoczenia starszych albumów kodu po prostu nie mają.
- Detale okładki. Typ druku, faktura kartonu, dopiski „reissue“, „remastered” czy nowe logo dystrybutora to sygnały wznowienia.
Najprostsze narzędzie weryfikacji? Baza Discogs. Wpisujesz numer katalogowy i numery z martwej ścieżki, porównujesz z wariantami wydania i masz odpowiedź.
Jeżeli chcesz mieć pewność, że kupujesz oryginalny egzemplarz, korzystaj ze sprawdzonych źródeł. W Vinyl Tamka przed sprzedażą, to my wykonujemy całą pracę – sprawdzamy konkretne wydanie i stan, a także profesjonalnie przygotowujemy płytę, by była gotowa do odsłuchu.
Co oznaczają numery na płycie winylowej?
To pytanie wraca najczęściej – i tu zaczyna się nieraz prawdziwa praca detektywistyczna. Branża nigdy nie ustaliła jednego spójnego systemu oznaczania płyt, dlatego nieraz wcale nie tak łatwo ustalić, z jakim egzemplarzem mamy do czynienia.
Numery wygrawerowane w martwej ścieżce, tuż przy etykiecie, to kody matryc, stamperów i tłoczni. Mówią, z której matrycy powstała płyta i w jakiej kolejności.
Do tego dochodzą oznaczenia na etykiecie: numer katalogowy, symbole organizacji zbiorowego zarządzania prawami, czasem rok. Razem tworzą „dowód osobisty" płyty. Rozszyfrowanie ich brzmi groźnie, ale po kilku płytach coraz łatwiej dostrzec w tym jakiś wzorzec. Pełny słownik skrótów, pomocnych przy określaniu wydania, zebraliśmy w osobnym artykule.
Vinyl Tamka: przejrzyj stare wydania i pierwsze tłoczenia
Jak sprawdzić, z którego roku jest płyta?
Złóż kilka tropów naraz. Najpewniej płytę datuje kombinacja numeru katalogowego, wersji etykiety i obecności (lub braku) kodu kreskowego. Sam rok wydrukowany na okładce bywa mylący – często to data nagrania albo premiery, a nie konkretnego tłoczenia.
Dlatego kolekcjonerzy bardziej ufają temu, co ukryte w dead wax i bazie Discogs, niż napisom na okładce. Adres wytwórni na etykiecie, logo dystrybutora, rodzaj nadruku – to wszystko zawęża datę do konkretnego zakresu.
Czy first press zawsze brzmi lepiej i ile warto dopłacić?
First press nie zawsze brzmi lepiej. Owszem, powstaje blisko taśmy-matki, ale o brzmieniu decydują też mastering i – przede wszystkim – stan egzemplarza. Zniszczony first press przegra z dobrze zachowaną reedycją. Co więcej, niektóre wznowienia (audiofilskie, half-speed, japońskie tłoczenia) bywają lepsze brzmieniowo niż oryginały. Chociaż to również kwestia tego, czego oczekujemy od płyty.
Ile dopłacić? To zależy od trzech rzeczy: rzadkości tytułu, stanu płyty i tego, czy zależy Ci na wartości kolekcjonerskiej, czy na samym słuchaniu. Jeśli słuchasz dla przyjemności – dobra reedycja w świetnym stanie często jest rozsądniejsza. Jeśli budujesz kolekcję – first press to inwestycja. Natomiast warto się zastanowić, czy pierwsze tłoczenie w kiepskim stanie szybko znajdzie nowego nabywcę (wiele osób jednak celuje w dobrze zachowane egzemplarze), jeżeli będziemy chcieli się go pozbyć.
Czytaj także: Stara czy nowa płyta winylowa – co wybrać? Kompletny przewodnik
Wróćmy więc do tych dwóch płyt z początku – identycznych na oko, różnych w cenie. Każdy fan czarnego nośnika szybko orientuje się, że w winylowym środowisku wcale nie tak łatwo o "dwie takie same płyty". Nie tylko chodzi tutaj o muzykę, ale o jakość, jaką może zaoferować nam krążek. Nieraz to szybka weryfikacja kraju i roku wydania, innym razem prawdziwe śledźtwo. Ba! Bywa, że nie da się ustalić dokładnie, czy płyta jest first pressem, czy może jednym z pierwszych wydań. Być może dlatego winyle są tak fascynujące! :)
Szukasz pierwszych tłoczeń i białych kruków? Przejrzyj stare wydania i wydania japońskie, a w razie wątpliwości co do konkretnej płyty — napisz do nas albo wpadnij na Chmielną 20.
Zdjęcie: Matthias Oberholzer/Unsplash


