Jest gatunek, który jak żaden inny kojarzy się z wakacyjnym klimatem. Wystarczy igła na rowku, pierwsze drgnięcie gitarowej struny i już — jest wolniej, cieplej, luźniej. Reggae to muzyka, która z każdego popołudnia robi wakacje.
A jednak na polskich półkach z winylami to wciąż rzadki gość. Łatwiej trafić na dziesięć płyt rockowych niż na jeden porządny krążek z Kingston. Dlatego zebraliśmy osiem pozycji, które mogą zainteresować nie tylko fanów gatunku — od ciężkiego roots reggae, przez dub, po wczesne produkcje.
Czytaj także: 10 winyli na lato: soul i funk na taras
Roots reggae — fundament, od którego się zaczyna
Bunny Wailer — „Rock 'N' Groove" (1981)

Nello O'Riley Livingston — znany światu jako Bunny Wailer — był jednym z trzech legendarnych Wailersów, obok Boba Marleya i Petera Tosha. Kiedy w połowie lat 70. Wailers rozpadli się jako trio, każdy poszedł własną drogą. Bunny wybrał tę najtrudniejszą: pozostał niezależny, wydawał na własnej wytwórni Solomonic i robił muzykę wyłącznie na swoich zasadach.
„Rock 'N' Groove" z 1981 roku to jeden z albumów z tego okresu — cieplejszy i bardziej taneczny niż wcześniejsze, ascetyczne wydawnictwa, z wyraźnym wpływem dancehall, który zaczynał wtedy zdobywać jamajskie ulice. To płyta dla kogoś, kto chce poznać Bunny'ego, który wychodzi z cienia Marleya — jako artysta z własnym, odrębnym głosem.
Jeśli po przesłuchaniu tej płyty, poczujesz chęć na więcej — szukaj „Blackheart Man" (1976), solowego debiutu Bunny'ego, uznawanego za jeden z najważniejszych albumów roots reggae w historii. Duchowy, dostojny, ponadczasowy.
Burning Spear — „The Fittest Of The Fittest" (1983)

Winston Rodney, czyli Burning Spear, to jeden z największych głosów jamajskiego reggae — głos rozumiany dosłownie i w przenośni. Jego charyzmatyczny, niemal kaznodziejski sposób śpiewania jest nie do pomylenia z nikim innym: ciągnie linię melodyczną wolniej niż inni, zawiesza ją w powietrzu, zostawia przestrzeń dla basu i perkusji.
„The Fittest of the Fittest" nagrany został w legendarnym Tuff Gong Studio w Kingston — tym samym, które założył Bob Marley. Album zawiera reedycje starszych utworów w nowych aranżacjach, co czyni go świetnym punktem wejścia: Spear w znajomym, ale świeżym opakowaniu. Krytycy pisali o „kreatywnej perkusji i intrygujących aranżacjach, które stanowią solidne tło dla jego namiętnych okrzyków". To płyta, która wprowadza w stan medytacji szybciej niż niejedna aplikacja.
Culture — „Cumbolo" (1979)

Joseph Hill stworzył z Culture jeden z najpiękniej brzmiących zespołów w historii reggae. To, co wyróżniało ich spośród rówieśników, to harmonie wokalne: trójgłos, który unosi się ponad rytmiczną sekcją jak dym z kadzidła — ciepło, powoli, nieuchronnie. „Cumbolo" z 1979 roku, wydane przez Virgin, to szczytowy moment tego brzmienia.
Teksty osadzone są głęboko w kulturze Rastafari — pełne odniesień do Afryki, wiary i wspólnoty — ale nawet bez znajomości kontekstu muzyka wciąga sama w sobie. Jeśli ktoś pyta, jak brzmi klasyczne reggae końca lat 70. w najczystszej możliwej formie, to właśnie tak.
Bob Marley, ale inaczej
Bob Marley & The Wailers — „Soul Revolution 1 And 2" (2LP, 1988)

Zanim Bob Marley stał się ikoną na koszulkach i plakatach, nagrywał surowe płyty w małych studiach razem z Lee „Scratch" Perrym — jednym z najważniejszych producentów w historii muzyki popularnej. Perry miał dar: potrafił wyciągnąć z brzmienia wszystko, co zbędne, i zostawić samo serce.
„Soul Revolution" — pierwotnie wydany w dwóch częściach na przełomie lat 60. i 70. — to właśnie taki Marley: nieoszlifowany, bezpośredni, bez komercyjnej otoczki, która przyszła później. To kompilacja z katalogu Trojan Records, wydana na podwójnym winylu, zbierająca materiał z tamtych wczesnych sesji. Dla tych, którzy chcą poznać go naprawdę — nie ze składanki „Legend", ale od początku.
Dub — reggae rozłożone na czynniki pierwsze
Augustus Pablo — „Original Rockers" (1979)

Horace Swaby — znany jako Augustus Pablo — dokonał czegoś, co brzmi absurdalnie. Uczynił melodykę, czyli niewielki instrument klawiszowy, który kojarzony jest raczej z lekcjami muzyki w podstawówce niż z jamajskim studiem — głównym instrumentem solowym w reggae. I nie brzmiało to jak żart, lecz jak coś oczywistego — jakby melodyka, barwą dźwięku przypominająca harmonijkę, czekała właśnie na tę muzykę.
„Original Rockers" to zbiór instrumentalnych nagrań z lat 70., wydany przez Greensleeves — płyta przestrzenna, mglista, jakby nakryta warstwą ciepłej mgły. Dub w tym wydaniu nie straszy, nie przytłacza — wciąga. To idealna płyta dla kogoś, kto słyszał o dubie, ale nie wie, od czego zacząć.
Black Beard — „Strictly Dub Wize" (1978)

Dennis Bovell to postać, bez której nie da się opowiedzieć historii brytyjskiego dubu. Urodzony na Barbadosie, a wychowany w Londynie Bovell przez lata 70. współtworzył brzmienie, które przesądziło o tym, czym stała się czarna muzyka w Wielkiej Brytanii.
Pod pseudonimem Blackbeard wydawał czyste, studyjne eksperymenty z echem i przestrzenią — i właśnie takim jest „Strictly Dub Wize". Żadnych wokali, żadnych ozdobników. Tylko bas, który czujesz w klatce piersiowej, echo odbijające się od ścian i pogłos, który sprawia, że słyszysz muzykę jeszcze długo po tym, jak igła opuści rowek. Lekcja tego, czym dub jest w swojej istocie. Wszak to płyta "ojca brytyjskiego dubu".
Skąd się to wzięło — wczesne reggae
Dave & Ansel Collins — „Double Barrel" (1971)

Tytułowy „Double Barrel" to jeden z pierwszych jamajskich numerów, które podbiły brytyjskie listy przebojów — dotarł do pierwszego miejsca UK Singles Chart w 1971 roku, w czasach, gdy reggae dla większości Brytyjczyków było wciąż egzotyczną nowością. Utwór jest też dokumentem przejścia: to reggae jeszcze wyraźnie pamiętające ska i rocksteady, z organowym riffem, który wbija się w głowę od pierwszego taktu.
Kawałek, który rozpozna nawet ktoś, kto twierdzi, że „nie słucha reggae" — bo gdzieś, kiedyś, na pewno już go słyszał. Reszta albumu to solidna, wczesna jamajska produkcja w tym samym klimacie.
Capital Letters — „Headline News" (1979)

Capital Letters to jeden z najciekawszych przykładów tego, co stało się z reggae po przekroczeniu Atlantyku. Zespół z Wolverhampton — miasta słynącego ze stalowych fabryk, nie ze słonecznych plaż — grał brzmienie głęboko zakorzenione w jamajskim roots, ale z wyraźną brytyjską surowością.
„Headline News" ukazał się w 1979 roku nakładem Greensleeves, legendarnej londyńskiej wytwórni, która wydała więcej klasyki reggae niż niejedna jamajska oficyna. Płyta brzmi jak raport z epoki — gorąca politycznie, mocna rytmicznie, z chóralnym wokalem, który wciąga od pierwszego taktu. Dla tych, którzy chcą zrozumieć, dlaczego reggae tak dobrze przyjęło się w Anglii. To świetny album dla osób, które dopiero zaczynają.
Czytaj także: 5 płyt Milesa Davisa, które zmieniły jazz, a są mniej znane niż "Kind of Blue"
Od czego zacząć przygodę z reggae na winylu?
Jeśli dopiero wchodzisz w gatunek, zacznij od Bunny’ego Wailera i Culture — to melodyjny, przystępny roots. Jeśli ciągnie cię w głąb, sięgnij po dub Augustusa Pablo i Black Bearda. A jeśli chcesz po prostu, żeby na tarasie zrobiło się lato — postaw na „Double Barrel".
Reggae nie wymaga okazji. Wymaga tylko gramofonu i chwili spokoju. Wybierz jedną z tych ośmiu płyt, a resztę popołudnia załatwi pierwszy off-beat. Tak działa ta muzyka — i właśnie dlatego brzmi najlepiej z winylu. Ciepło i bez pośpiechu.
Przejrzyj kategorię reggae, ska i dub, a po więcej wpadnij na Chmielną 20 albo napisz do nas, jakiej konkretnie płyty szukasz!
Vinyl Tamka: od ponad 20 lat sprzedajemy i kupujemy winyle
Tekst: Alicja Cembrowska
Zdjęcie główne: Unsplash/Bill Fairs