Siedem utworów. Ponad czterdzieści minut muzyki. "Blackstar" brzmi całkowicie odmiennie od tego, co Dawid Bowie wcześniej nagrał – mroczny, niepokojący, pełen jazzowych dysonansów i elektronicznych szumów. Saksofony Donny'ego McCaslina brzmią jak skowyt, rytmy wydają się jakieś połamane. Coś w tym albumie niepokoi, ale to Bowie – artysta, który całą karierę budował na nieprzewidywalności.




